Samorządowcy z północnego Mazowsza mówią o panu „wizjoner”. Zgadza się pan z tym określeniem?
Pewnie tak, chociaż ja wolę myśleć o sobie jako o marzycielu. Każdy powinien mieć jakieś cele, czasem nawet bardzo śmiałe. I jeśli nie uda się ich zrealizować w stu procentach, to chociaż część zawsze zostanie wykonana. Najważniejsze, by mieć zdefiniowany początek i koniec, a potem po prostu to robić.
To kiedy zaczął pan marzyć o zmianach w Czernicach?
Do Czernic Borowych przyjechałem z okolic Płocka. Nie byłem stąd, co paradoksalnie ułatwiło mi start. Ale zanim zostałem wójtem w 2002 roku, mieszkałem tu już kilkanaście lat, działałem w klubie sportowym, byłem radnym wojewódzkim, nauczycielem, prowadziłem działalność gospodarczą. Kiedy pojawiły się dzieci, zacząłem intensywnie myśleć o tym, że warto stworzyć tu dobre miejsce do życia. Stąd pomysł, żeby kandydować na wójta. Pierwszy program wyborczy, który napisałem, był bardzo przemyślany. Miałem wieloletnią wizję tego, co chcę zrobić i plan, że zrobię swoje i odejdę, czyli popracuję dwie kadencje, następnie powrócę do swojej firmy. Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Tempo realizacji zadań w samorządzie jest inne niż w biznesie. Trzeba budować strategie, pozyskiwać środki, przekonywać radnych i mieszkańców i tak to trwa już dwadzieścia kilka lat, ta próba pchnięcia wszystkiego na właściwe tory.
Skoro o torach mowa – mówi się też o panu „ten wójt od kolejki”. Gdy kilkanaście lat temu wśród lokalnych miłośników wąskotorówek pojawił się pomysł rewitalizacji i reaktywacji Mławskiej Kolei Dojazdowej, był pan jedynym samorządowcem w regionie, który go podchwycił.
Na początku podchodziłem do tego sceptycznie. Myślałem jak wszyscy: rozebrać, zrobić ścieżkę rowerową. Ale przyszedł do mnie jeden pasjonat, potem drugi, przeczytałem ekspertyzy dotyczące kolejki i jej walorów kulturowych. Przekonałem się, że może być czymś wyjątkowym. I jest. Kolejka ma ponad 110 lat. Powstała w czasie I wojny światowej jako wojskowa kolej polowa. Zbudowali ją Niemcy. Przebiegała od Mławy do Makowa Mazowieckiego. Z tego odcinka my 8 lat temu przejęliśmy 12 kilometrów, które są na terenie naszej gminy. Zaczęliśmy jako wolontariusze je odnawiać. Pisaliśmy projekty i otrzymaliśmy wsparcie finansowe od Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, marszałka województwa mazowieckiego oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Kolejka stała się naszą lokalną atrakcją i znakiem rozpoznawczym. Dziś mamy częściowo zrewitalizowane 8 kilometrów, na których przywróciliśmy okazjonalny ruch pociągów turystycznych i drezyn rowerowych.
W międzyczasie udało się pozyskać naprawdę duże pieniądze. Lokalna Organizacja Turystyczna, z którą ściśle współpracujemy, zdobyła z funduszy Unii Europejskiej 5 mln zł na dalszą rewitalizację. Dotychczas pozyskane granty pokryją prawie całkowicie wkład własny wynoszący ok. 750 tys. zł, brakuje nam jeszcze 50 tys. Ale myślę, że radni będą przychylni i jako gmina również dofinansujemy to przedsięwzięcie. To będzie kolejny etap, który doprowadzi kolejkę do takiego standardu, jaki zawsze nam się marzył.
Pomysł na kolejkę to nie tylko jazda dla samej jazdy. Pojawił się pomysł, aby połączyć to z opowieściami historycznymi. Mamy przecież lokalne grupy rekonstrukcyjne, z którymi współpracujemy od lat. I tak powstała idea „podróży w czasie” kolejką z narracją historyczną. Pierwsza wojna światowa, rok 1920, wrzesień 1939, żołnierze wyklęci. Zrobiliśmy kilka przejazdów testowych, okazjonalnych. I proszę mi wierzyć: było pełno ludzi, nawet przy deszczu i słocie, z całej Polski. Z czasem pojawił się kolejny pomysł, żeby nie tylko turystycznie, ale też codziennie. Taki lokalny tramwaj.
Środek transportu?
Kiedyś wąskotorówki do tego służyły. Trasa kolejki przebiega przez środek gminy. Można byłoby ją potraktować jako komunikację publiczną – dwa, trzy kursy dziennie, dowóz do Przasnysza. Zwłaszcza że w ramach Kolei Plus ma powstać normalnotorowa linia z Warszawy przez Serock, Pułtusk, Maków do Przasnysza. A nasza kolejka biegnie równolegle, paręset metrów dalej. Można by to połączyć. Taka przesiadka z kolejki wąskotorowej do normalnotorowej. Brzmi abstrakcyjnie? Może. Ale to się da zrobić. Trzeba tylko kupić odpowiedni wagon motorowy, zbudować peron przesiadkowy, wybrać operatora.
Kolejka wpasowała się w pana wizję rozwoju gminy?
I w pewien sposób połączyła to, co planowałem zrobić. Zawsze chciałem, aby Czernice miały czym przyciągać ludzi z zewnątrz. Ale też, aby dawały powód do dumy mieszkańcom. Mamy na swoim terenie Rostkowo, miejsce urodzenia św. Stanisława Kostki, sanktuarium, którego rozwój był dla mnie od początku misją. Mamy zabytkowy dworek w Chojnowie – dziś centrum życia organizacji pozarządowych, za chwilę będziemy mieć kompletny szlak rowerowy, pętlę, łączącą nas z Przasnyszem. Te wszystkie obiekty są przy kolejce lub mają z nią związek. No i przede wszystkim mamy ludzi, którym się chce. Od początku wiedziałem, że bez mobilizacji mieszkańców niczego się nie zbuduje. Byłem inicjatorem założenia Stowarzyszenia Rozwoju Ziemi Czernickiej, później Lokalnej Organizacji Turystycznej Północnego Mazowsza, Spółdzielni Socjalnej Kostka, innych stowarzyszeń. Dziś na terenie gminy jest ich kilkanaście. One pracują, pozyskują środki, wspierają działania gminy. Nie tylko kolejka, ale i dworek w Chojnowie to najlepsze przykłady.
Jak udało się dworek wyremontować?
To był właśnie przykład działania oddolnego. Dworek został uratowany rękami wielu stowarzyszeń. To nie była inwestycja, którą gmina wzięła na siebie od A do Z. Organizacje, wraz z Gminną Biblioteką Publiczną w Czernicach Borowych, same pozyskały kilka grantów – każdy po kilkaset tysięcy złotych. Realny koszt remontu wyniósł blisko 2,8 mln zł. Gmina dołożyła część – raz 50 tys., raz 100 tys., w zależności od potrzeb i poziomu współfinansowania. Ale to właśnie dzięki temu łatwiej było uzyskać akceptację rady. Prosty mechanizm: dokładamy niewielką kwotę, a dzięki temu dostajemy wielokrotność tej sumy. I to zadziałało. Dworek stał się miejscem spotkań i pracy wielu lokalnych i regionalnych organizacji. Znajdują się tam także biura. Gmina to wspiera, ale najważniejsze, że to ludzie z naszej gminy są autorami projektów i utożsamiają się z nimi. Na razie najważniejsze, że ten model działa. Wielu włodarzy z regionu przyjeżdżało, oglądało i pytało, jak to zrobiliśmy. I słyszałem: „U nas się tego nie da”. A u nas się dało. Mamy względem tego obiektu więcej planów, chcemy tu stworzyć centrum wsparcia biznesu, taki trochę inkubator przedsiębiorczości. Mamy na tę inwestycję już środki, 8 mln zł z Polskiego Ładu, z Programu Inwestycji Strategicznych.
Inkubator w 3,5-tysięcznej gminie?
Ten pomysł też nie jest nowy, jego prekursorem był były właściciel Chojnowa Stanisław Kostka Chełchowski, który stworzył jego fundamenty 120 lat temu. Utworzenie takiego inkubatora znalazło się też w moim pierwszym programie wyborczym, tylko zawsze coś go spychało na dalszy plan. Ważniejsze były droga, kanalizacja, szkoła. Ale w końcu przyszedł czas, by sięgnąć po te pomysły. W Chojnowie wydzieliliśmy specjalną strefę, taką przestrzeń dla lokalnego biznesu. Mamy już promesę, teraz przygotowujemy przetarg. W tym roku chcemy rozpocząć, ale wiadomo, że większe koszty będą po stronie przyszłorocznego budżetu. Inkubator ma wspierać małych przedsiębiorców, lokalne inicjatywy, ludzi, którzy chcą coś zacząć, ale nie mają zaplecza. To ma być miejsce z wyposażeniem, z możliwością wspólnej pracy, może doradztwem. Nie fabryka, nie wielki zakład, ale realne wsparcie dla ludzi z pomysłem.
W końcu udaje się także realizować inwestycje w Rostkowie.
Tak, od początku uważałem Rostkowo za symbol. To przecież miejsce urodzenia św. Stanisława Kostki – naszego patrona, a zarazem miejsce z ogromnym ładunkiem duchowym i historycznym. I jednocześnie, niestety, przez lata zupełnie niewykorzystane. Próbowałem dwa razy zainicjować jego rozwój, ale zawsze coś nas blokowało. Teraz, za trzecim razem w końcu się udało. Mamy gotowy projekt utworzenia w Rostkowie centrum pielgrzymkowo-turystycznego. To będzie coś więcej niż miejsce dla pielgrzymów. To będzie przestrzeń integrująca ludzi, z infrastrukturą turystyczną, ale też społeczną. Miejsce, gdzie będzie można nie tylko odpocząć, ale też porozmawiać i uzyskać wsparcie. Chcemy tu stworzyć centrum terapeutyczne dla młodych osób, które z różnych powodów mają problem z komunikacją, z funkcjonowaniem w świecie, z uzależnieniem m.in. od mediów społecznościowych. Główną siedzibą będzie budynek dawnej szkoły. Do tego dojdzie otoczenie – park, zieleń, elementy sportowe, ścieżki edukacyjne. Na to wszystko mamy 10 mln zł z ostatniej edycji Polskiego Ładu. Jesteśmy po przetargu, wykonawca już wyłoniony. Mamy nadzieję przeciąż wstęgę w roku 2026, który będzie wyjątkowy dla tego miejsca, bo jubileuszowy.
Ale przecież Rostkowo już przyciąga pielgrzymów.
Tylko że – jak to się mówi – przyjeżdżają i odjeżdżają. A my chcemy, żeby zostali na dłużej. Żeby mieli co robić, żeby została po tej wizycie jakaś treść i korzyść. Mamy już quest, grę terenową o św. Stanisławie, mamy drugą grę: „Zagraj z Kostką”, która prowadzi przez Rostkowo, Chojnowo i Przasnysz. Tylko że to trzeba nagłośnić. Promocja, informacja – tym ma się zająć nowe gminne centrum informacji turystycznej, które będzie częścią tego projektu. I znów – nie robimy tego sami. Spółdzielnia Socjalna Kostka, którą zakładaliśmy jeszcze w 2019 roku, dziś obsługuje ruch turystyczny, prowadzi animacje, zatrudnia ludzi. Pozyskała kolejne 300 tys. zł na rozwój. Kiedyś myśleliśmy, że może w przyszłości będzie mogła być operatorem całego kompleksu. Dziś to realne. Takie rzeczy trzeba planować z wyprzedzeniem kilku lat.
Czy te wszystkie inwestycje mają też przełożyć się na miejsca pracy? Czy to jakiś sposób na zatrzymanie mieszkańców w gminie?
Taki jest cel. Nie łudzę się, że powstanie tu fabryka z kilkuset etatami, ale jestem przekonany, że nasze działania mogą wygenerować kilkanaście, może kilkadziesiąt stałych miejsc pracy. I to takich, które zostaną. Bo jeżeli co roku do Rostkowa przyjedzie kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów, jeżeli kolejka będzie kursować regularnie, jeżeli inkubator w Chojnowie zacznie działać i wspierać lokalnych przedsiębiorców, to ktoś musi ich obsłużyć. Nie wszystko da się zrobić od razu, ale jak stworzymy dobrą ofertę, to ludzie przyjadą. Wygeneruje to dodatkowe miejsca pracy.
Z jakimi problemami dziś mierzy się gmina Czernice Borowe? Czego nie widać na pierwszy rzut oka, a co naprawdę utrudnia życie mieszkańcom?
Największym problemem jest wykluczenie i to w dwóch podstawowych obszarach: komunikacyjnym i cyfrowym. Jeśli chodzi o transport, to trzeba powiedzieć wprost – komunikacja publiczna w praktyce zniknęła. Mamy jedną lokalną firmę, która wozi dzieci do szkół, a linia jednocześnie pełni funkcję przewozów ogólnodostępnych, ale to tylko namiastka systemu. Nie ma regularnych połączeń, ludzie nie mają jak dostać się do pracy, do lekarza. Dlatego pojawił się pomysł na „taksówkę dla seniora”, którą próbuje uruchomić nasza spółdzielnia socjalna. To nie rozwiąże wszystkiego, ale może pomóc najbardziej potrzebującym.
Druga rzecz to wykluczenie cyfrowe. Mamy potężny problem z internetem. Szkieletowa sieć światłowodowa jest, ale tzw. ostatnia mila, czyli doprowadzenie internetu do konkretnych gospodarstw, praktycznie nie istnieje. Były przetargi, ale nie było chętnych. Po prostu, dla operatorów jesteśmy nieopłacalni – za małe zaludnienie, za duże odległości. A przecież bez internetu nie da się dziś żyć, prowadzić firmy, uczyć się, pracować zdalnie.
Kiedyś już, jako gmina, sami byliśmy dostawcą internetu. Mieliśmy Gminne Centrum Informacji, które dostarczało sygnał firmom, żeby mogły funkcjonować. Kiedy pojawili się prywatni operatorzy, wycofaliśmy się licząc, że najlepiej zabezpieczą takie usługi. Ale jak widać, nie do końca. Dziś znów rozmawiamy z Ministerstwem Cyfryzacji i z urzędem marszałkowskim, szukając rozwiązania, jak dostarczyć internet światłowodowy do każdego gospodarstwa. Bo jeśli tej bariery nie przełamiemy, to wszystkie nasze działania mogą nie wystarczyć. Możemy mieć piękną kolejkę, dworek i centrum pielgrzymkowe, ale młodzi i tak wyjadą, jeśli nie będą mieli dostępu do dobrej komunikacji, w tym dostępu do nowoczesnych mediów i narzędzi.









