Prawo

Kto zapłacił za baner antyreferendalny

Każde gminne referendum w ważnej sprawie publicznej ma swoich zwolenników i przeciwników. Przekonywanie do głosowania „za” lub „przeciw” kosztuje. Ponieważ jest to akt demokracji bezpośredniej angażujący społeczność lokalną nie mniej niż wybory, to informacja o tym kto finansuje kampanię z imienia i nazwiska, jest niezwykle istotna.

W tym konkretnym przypadku banery sprzeciwiające się referendum zawisły na obiektach należących do spółki komunalnej. Obywatel mocno zaangażowany w kampanię złożył wniosek o udostępnienie umów, faktur i przelewów oraz podanie danych personalnych najemcy. Chodziło o kilkanaście banerów na ścianach budynków i terenach zarządzanych przez komunalną spółkę.

Na wniosek obywatela spółka udostępniła żądane dokumenty, ale w formie zanonimizowanej, uzasadniając, że podanie imion i nazwisk najemcy naruszałoby ich sferę prywatności. Taka odpowiedź nie usatysfakcjonowała wnioskodawcy, więc złożył skargę na bezczynność prezesa gminnej spółki do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Sąd uznał jednak, że prezes gminnej spółki ma rację, bo dane osób fizycznych niepełniących funkcji publicznej i nieczerpiących korzyści z majątku publicznego nie są informacją publiczną. Podkreślił, że w umowie dzierżawy spółki z osobą fizyczną nie były wydatkowane środki publiczne, bo za usługę płacił najemca.

Do sprawy włączył się jednak Rzecznik Praw Obywatelskich, który wniósł skargę kasacyjną do NSA, popierając żądania obywatela. Zdaniem RPO, spółka komunalna, której jedynym wspólnikiem jest gmina, ma obowiązek udzielenia pełnej informacji publicznej. Udostępnienie imienia i nazwiska osoby zawierającej umowę z gminną spółką, zdaniem Rzecznika, nie narusza jej prawa do prywatności. Również skarżący reprezentowany przez adwokata w swojej skardze zwracał uwagę, że miejsce na powieszenie banneru antyreferendalnego nie było przypadkowe, bo przecież należy do spółki gminnej, a ujawnienie kto za to zapłaci ma znaczenie w gorączce kampanii związanej z głosowaniem.

Rozpatrując skargę NSA uznał, że każda osoba zawierająca umowę z podmiotem publiczno-prawnym, gdzie w zamian za stosowną opłatę będzie korzystała z jego usług czy majątku, musi liczyć się z tym, że jej imię i nazwisko będzie ujawnione. Tak stanowią przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej. Informacja kto wynajmuje czy dzierżawi mienie komunalne, jest z punktu widzenia kontroli społecznej niekiedy o wiele ważniejsza, niż sama treść takiej umowy.

W uzasadnieniu wyroku czytamy, że sposób gospodarowania majątkiem i środkami publicznymi powinien być transparentny. Przecież przez kontrolę, z jakimi osobami są podpisywane umowy przez podmioty publiczne, można dowiedzieć się, czy taka umowa nie stanowi narzędzia korupcji politycznej, a może jest przejawem nepotyzmu, co szkodzi funkcjonowaniu demokracji lokalnej (postanowienie NSA III OSK 2378/25).

Informacja o tym, kto i na jakich warunkach korzysta z mienia publicznego, a takim jest także majątek spółki komunalnej, nie narusza prawa do prywatności. Jest to bowiem kontrola społeczna, skąd pochodzą pieniądze czy majątek używane nie tylko w gminnym referendum.

*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane