W samorządach

Krakowski element stoicyzmu

Ludzie chcą natychmiast widzieć efekty podejmowanych działań. Szybko zniechęcają się i krytykują, gdy ich od razu nie ma. Ja wiem, że najlepsze rezultaty przychodzą z czasem – mówi Bogusław Kośmider. – Dlatego staram się być wytrwały. U nas mówi się „Langsam, Langsam, aber sicher”, czyli „rób wolno, ale solidnie”.

Bogusława Kośmidera nagradzamy tytułem „Samorządowca Roku 2016” m.in. za wytrwałość i wpływ na długofalowy rozwój miasta. Chcemy podkreślić jego pracę na rzecz decentralizacji, rozumianą jako przekazywanie przez samorząd kompetencji i odpowiedzialności ludziom w dzielnicach. Nie bez znaczenia jest też jego umiejętność łagodzenia obyczajów politycznych. Z podziwem podchodzimy do dbałości o poprawę finansów miasta, jakości powietrza i wiele innych rzeczy, które cały czas się dzieją.

 

Gdy w redakcji „Wspólnoty” podejmowaliśmy decyzję o wyborze Kośmidera na Samorządowca Roku nie mieliśmy pojęcia, że za kilka dni w Krakowie wybuchnie polityczna awantura, i to z przewodniczącym rady w roli głównej. W efekcie do królewskiego miasta przyjechaliśmy w najbardziej gorącym momencie sporu: dzień po złożeniu przez radnych Prawa i Sprawiedliwości wniosku o odwołanie przewodniczącego i dzień po przyjęciu przez radę rezolucji krytykującej rząd w sprawie reformy edukacji.

 

Świat się jednak nie zawalił. Kraków był dla nas, pracujących w metropolii warszawskiej, piękny, a życie wydawało się, że toczy się w Krakowie w wolniejszym niż w stolicy tempie. Przewodniczący, chodź rozstrzygnięcia zapadną już po opublikowaniu tego artykułu, odwołany raczej nie będzie. Sławomir Pietrzyk, wiceprzewodniczący rady z ramienia prezydenckiego ugrupowania (mniejszościowy koalicjant PO), który miał poprowadzić sesję z głosowaniem, powiedział nam, że jego ugrupowanie zapewne poprze Kośmidera. Tak zresztą wynika z umowy koalicyjnej. Dominik Jaśkowiec z PO, który jeszcze kilka tygodni wcześniej prowadził poważny spór o przewodnictwo w radzie, stwierdził kategorycznie: – Nie, Bogusław Kośmider nie zostanie odwołany. A Marek Lasota, wiceprzewodniczący z ramienia PiS, w rozmowie z nami w ogóle sceptycznie podszedł do całego wniosku. Podczas głosowania rezolucji dotyczącej reformy edukacji, która najmocniej rozzłościła radnych PiS, nie było go zresztą na sali.

 

Kibic Cracovii, ale i Wisły

Profesor Mirosław Pańko tłumacząc w poradni językowej znaczenie słowa „kuśmider” twierdzi, że jedyne, co można znaleźć, to nazwisko Kośmider, pochodzące z niemieckiego Koschmieder, co oznacza człowieka roztargnionego. Postanowiliśmy sprawdzić, jak dużo tej cechy posiada Bogusław Kośmider. Kłótnia podczas sesji i wniosek o odwołanie go wskazywałyby, że jest mocno zaangażowany w ogólnopolską politykę, być może nawet nie potrafi wznieść się ponad nią dla dobra miasta.

 

Przy wejściu do gabinetu przewodniczącego stoi gablotka, a w niej oprócz dyplomów, medali i pucharów na honorowym miejscu znajduje się dyplom i odznaczenie od klubu Cracovia. Od razu postanowiliśmy więc wejść w skórę kibiców skonfliktowanej z Cracovią Wisły, bo wydało nam się, że przewodniczący nie będzie wtedy dla nas przyjemnym rozmówcą. Nadzieje okazały się jednak płonne.

 

Kiedyś mówiło się, że nieprzyznanie Zbigniewowi Herbertowi Nagrody Nobla w dziedzinie literatury więcej mówi o Szwedzkiej Akademii niż o polskim pisarzu. To samo jest z Kośmiderem. Weźmy choćby awanturę o edukację i wniosek odwoławczy. One też niekoniecznie charakteryzują przewodniczącego, bardziej radnych opozycji, albo nawet świadczą o sytuacji politycznej w Polsce. Kośmider wydał zresztą oświadczenie, w którym twierdzi, że wniosek o odwołanie odebrał jako próbę przyćmienia najważniejszego tematu sesji, czyli przyjęcia rezolucji ze sprzeciwem wobec zapisów rządowych projektów ustaw reformujących edukację, a także jako próbę włączenia się PiS do walki politycznej o krakowski samorząd.

 

Tutaj ciekawostka. Gdy ogłosiliśmy decyzję  o wyborze Kośmidera na Samorządowca Roku wiele ciepłych słów usłyszeliśmy od Marka Lasoty, zastępcy przewodniczącego z ramienia PiS. Najmniej entuzjazmu okazał zaś… Dominik Jaśkowiec z Platformy Obywatelskiej. Choć oczywiście komplementował kolegę. – Kośmider hamuje skrajne inicjatywy, poglądy i działania, dotyczy to obu stron barykady – twierdzi Dominik Jaśkowiec z PO. Sam przewodniczący przekonuje w wywiadzie dla „Wspólnoty”, że wiele jego sukcesów to jednocześnie sukces wszystkich ugrupowań, ponieważ do każdego projektu wciąga ludzi z różnych stron sceny politycznej. – Mogę to tylko potwierdzić – przyznaje Lasota. – Przewodniczący to ewidentnie element stoicyzmu. W takim mieście, jak Kraków to pożądana cecha – dodaje Jaśkowiec.

 

Na próżno próbowaliśmy dogrzebać się do jakiegoś konfliktu w „sprawach kibicowskich”.  – Tak, jestem fanem Cracovii, ale też Wisły. W tym sensie, że starałem się pomagać obu klubom. Akurat Cracovia miała okres upadku, gdy grała w IV lidze (w latach 2000–2003 – przyp. red). Wtedy ją wspierałem, m.in. wpłacając co miesiąc 100 zł. To były drobne sprawy, które pomagały klubowi rozwiązać problemy. Teraz mnie tam szanują i bardzo się z tego cieszę – mówi Kośmider.

 

Nazwisko też niewiele mówi o prawdziwym Kośmiderze. Żadnych oznak roztargnienia. W gabinecie porządek, wypowiedzi wyważone, poukładane jak pióra i notesy na jego biurku. Nasze nadzieje na jakąś skazę w pomnikowym wizerunku zawiodły. Jest jednak w przewodniczącym coś, co u niektórych radnych budzi niechęć.

 

Piąty wiceprezydent

– Proszę wpłacać przez ryjek – powiedział głośno do mikrofonu Kośmider, a sala ryknęła śmiechem tak, że trzeba było w końcu zarządzić przerwę. O co chodzi? – Mamy szklaną skarbonkę, do której „niegrzeczni” wrzucają banknoty NBP, kiedy narozrabiają. Jeden z radnych przeszkadzał tak bardzo, że wezwałem go do wpłacenia do świnki. Podszedł i próbował przez górny wąski otwór wsunąć banknot, ale mu nie wychodziło – wspomina Kośmider.

 

Zabawa ze świnką działa na zasadzie dżentelmeńskiej umowy. Jeżeli komuś podczas posiedzenia rady przewodniczący musi zwrócić uwagę, ten podchodzi do skarbonki i wrzuca dowolną kwotę, a pieniądze są przekazywane na cele dobroczynne. – Dotyczy to także mieszkańców czy dziennikarzy i nie pamiętam, żeby ktoś odmówił – mówi Sławomir Pietrzyk, wiceprzewodniczący z ramienia ugrupowania prezydenckiego.

 

Ten w sumie sympatyczny pomysł niektórzy traktują jako przejaw tego, czego u Kośmidera najbardziej nie lubią. Władzy. Mówi się o zawłaszczaniu przez Kośmidera zbyt dużych prerogatyw i splendoru. Zdaniem niektórych radnych wtrąca się on do ich pracy, za często występuje w mediach, za bardzo dba o własny wizerunek i można odnieść wrażenie, że cała rada to Bogusław Kośmider. – Takie wrażenie może wynikać z jego pracowitości – tłumaczy Pietrzyk. – Chce jak najwięcej robić sam. Może nie zauważa, że niektórzy odbierają to jako przejaw braku zaufania.

– Kośmidera nazywa się czasem piątym wiceprezydentem – komentuje Jaśkowiec. Coś w tym jest, w Krakowie w odróżnieniu od innych miast przewodniczący jest ważną figurą na politycznej szachownicy. – Prezydent ma w radzie mniejszość i musi się z nami liczyć. To dobry układ. Mamy gwarancję pełnej współpracy wszystkich urzędników, ich obecności na sesjach i przygotowywania materiałów – dodaje Jaśkowiec.

 

Budżet obywatelski po krakowsku

Wróćmy jednak do tego, za co Kośmider jest ceniony: fachowości, kompetencji, pracowitości, doświadczenia. – Pod wieloma względami to dla mnie wzór do naśladowania – mówi opozycyjny radny Marek Lasota. Na ważny element zwraca uwagę Sławomir Pietrzyk: – Cechuje go bardzo szerokie rozumienie pojęcia: gmina. To dla niego nie urząd, nie instytucja, a ogół mieszkańców.

 

Już w 2006 roku Kraków jako jedno z pierwszych miast podjął uchwałę o możliwości przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności dla spółdzielni mieszkaniowych za 2 proc. wartości gruntu. – To była nasza wspólna inicjatywa i dziś jesteśmy z niej dumni – mówi Pietrzyk. Spółdzielnie wzięły rzeczywistą odpowiedzialność za powierzone im tereny. To one dbają o chodniki, drogi, odśnieżanie, ponieważ są właścicielami tych terenów. Miasto jest z tych zadań zwolnione.

 

Dążenie do przekazywania zadań mieszkańcom widać także w działaniach na rzecz zwiększenia prerogatyw dzielnic. Do końca zeszłego roku Kośmider był przewodniczącym konwentu dzielnic Krakowa i wielkim zwolennikiem powierzania im kolejnych pieniędzy i odpowiedzialności. – Mimo tego stoicyzmu i pewnego dystansu cechuje go też ogromna  otwartość i szukanie pól do kompromisu, przy zachowaniu podejścia nierewolucyjnego – komplementuje Jaśkowiec. Obaj są zwolennikami rozwoju budżetu obywatelskiego w Krakowie, choć w wersji dostosowanej do lokalnych realiów. – Modele przeniesione z Ameryki Południowej, za pośrednictwem zachodniej Europy, nie zawsze się u nas sprawdzają. Według niektórych działaczy każde odejście od nich to ograniczanie partycypacji. Weźmy głosowanie tylko przez internet – moim zdaniem lepiej dać możliwość głosowania na kartach zbieranych przez lokalnych działaczy – mówi Jaśkowiec. Bogusław Kośmider jest zresztą przewodniczącym rady krakowskiego budżetu obywatelskiego.

 

Do swoich największych zasług zalicza też stworzenie Krakowskiego Holdingu Komunalnego (z pogrążonych w kryzysie spółek miejskich), udział w uzdrawianiu finansów miasta, wprowadzenie budżetu obywatelskiego w dzielnicach, walkę ze smogiem, coroczne badania opinii mieszkańców Krakowa, a także podpisanie porozumienia między Platformą Obywatelską a prezydentem Jackiem Majchrowskim.

– W 2011 roku Kraków stał na krawędzi katastrofy finansowej, rozpędzone inwestycje i wydatki bieżące przy znaczącym spadku dochodów spowodowały lukę finansową. Brakowało prawie 300 mln zł. Była polityczna pokusa, aby pozwolić „wykrwawiać się” prezydentowi i miastu, nie podejmując żadnych ruchów. Ale można też było w imię obrony interesów miasta rozpocząć trudne i mało popularne reformy. Byłem jedną z głównych osób forsujących to drugie rozwiązanie. Wiązało się to z politycznym „przewrotem kopernikańskim”, czyli podjęciem współpracy z urzędującym, a mającym mniejszość w radzie prezydentem. Udało się. Reforma finansów przyniosła miastu spokój, porządek i bezpieczeństwo, a mnie popularność osoby niebojącej się zmian i umiejącej znajdować porozumienie. Zyskałem spory kapitał polityczny i potwierdziło się, że odwaga popłaca. Wtedy też wdrożyłem akcję „Płać podatki w Krakowie”. W ciągu czterech lat przybyło nam ponad 55 tysięcy podatników, co oznacza dodatkowych 110 mln zł do budżetu. I też łatwo nie było, bo wielu krytykowało pomysł – opowiada Kośmider.

 

Warto dodać, że aktywności społecznej uczył się w harcerstwie, gdzie doszedł do stopnia harcmistrza, harcerza Rzeczypospolitej. Z wykształcenia jest inżynierem automatykiem po krakowskiej AGH, jednak karierę zawodową zrobił w bankowości, bo to finanse i bankowość okazały się jego pasją. Żonaty, żona jest znaną w Krakowie działaczką gospodarczą.