Pomysł sztywnego ograniczenia długości sprawowania funkcji przez wybranych przez mieszkańców włodarzy spotkał się z gwałtownym sprzeciwem środowisk samorządowych.
– Ograniczenie to nie ma nic wspólnego z demokracją – mówi dziś PSL. – To kaganiec, który odbiera obywatelom fundamentalne prawo do decydowania, komu chcą powierzyć rządy w swojej gminie.
Największe organizacje zrzeszające jednostki samorządu terytorialnego – Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP, Unia Metropolii Polskich, Unia Miasteczek Polskich czy Związek Województw RP – od lat krytykują ograniczenie kadencyjności jako sztuczne, niesprawiedliwe i nieefektywne.
W czerwcu Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych opublikowało jednoznaczne stanowisko, w którym podkreślono, że obowiązujące przepisy wprost naruszają konstytucyjne bierne prawo wyborcze obywateli.
– Mieszkańcy powinni móc decydować, kto ich reprezentuje – nie przepisy z Warszawy – czytamy w oświadczeniach lokalnych włodarzy. – To nie długość sprawowania funkcji tworzy „układy”, lecz brak przejrzystości i kontroli społecznej.
Ludowcy w kampanii na rzecz zmiany przepisów argumentują, że mity, na których zbudowano dwukadencyjność, nie mają pokrycia w rzeczywistości:
„Układy?” – To nie długość kadencji, lecz brak jawności prowadzi do patologii.
„Potrzebna świeżość?” – Świeżość nie oznacza automatycznie jakości. W demokracji to mieszkańcy decydują, czy potrzebna jest zmiana.
„Zwiększenie konkurencji?” – Co drugi urzędujący włodarz i tak przegrywa wybory. System sam się odnawia – bez ustawowego przymusu.
W projekcie ustawy PSL proponuje również uchylenie przepisu zakazującego kandydowania do rady powiatu lub sejmiku województwa przez osoby ubiegające się o funkcję wójta, burmistrza czy prezydenta miasta. Zdaniem autorów zmian, takie bariery są sztuczne i szkodliwe dla lokalnej demokracji.
– Czas przywrócić pełną samorządność wspólnotom lokalnym. Niech małe ojczyzny decydują same o sobie! – podkreśla prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. – To nie Sejm, nie minister i nie ustawodawca mają prawo mówić mieszkańcom Zakopanego czy Giżycka, kto może zarządzać ich miastem.
Projekt został już przekazany do Biura Legislacyjnego oraz Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji.







