Rozmowy Wspólnoty

Kleszczów nie odzyskał elektrowni, lecz nie zamierza składać broni

Strata 70 mln z rocznych dochodów budżetu gminy to jedno, ale poczucie niesprawiedliwości znacznie silniej napędza determinację kleszczowian. – To, co się wydarzyło, uważamy za ewidentną niesprawiedliwość, wręcz kradzież. W państwie prawa, którym Polska powinna być, takie działania nie mogą mieć miejsca – mówi Dariusz Michałek, wójt Kleszczowa, który od lat bezskutecznie walczy o odzyskanie terenów przejętych w 2022 r. przez gminę Bełchatów.

Z rozporządzenia Rady Ministrów z 31 lipca br. wynika, że na razie batalia Kleszczowa o odzyskanie terenów, na których znajduje się Elektrownia Bełchatów, nie dała pozytywnego rezultatu. Jak Pan ocenia negatywną decyzję rządu?

Przyjmuję decyzję Rady Ministrów do wiadomości, ale – co już wielokrotnie podkreślałem – absolutnie się z nią nie zgadzam. Ubolewam nad tym, że nowy rząd nie dostrzegł ważnych argumentów zawartych we wniosku naszej gminy. Niestety nie podjęto decyzji o uchyleniu niezgodnego z prawem rozporządzenia wydanego przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego 27 grudnia 2021 r. Przypomnę, że to rozporządzenie weszło w życie zaledwie 4 dni później i sprawiło, że Elektrownia Bełchatów została formalnie przyłączona do gminy Bełchatów. Tymczasem budzi ono poważne wątpliwości prawne. Świadczy o tym choćby fakt, że do skargi gminy Kleszczów złożonej do Trybunału Konstytucyjnego dołączył Rzecznik Praw Obywatelskich.
 

Może decyzja dwóch kolejnych rządów jest jakimś wyrazem sprawiedliwości? Mimo utraty 70 mln złotych rocznie Kleszczów pozostaje najbogatszą gminą w Polsce.

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że mamy tu do czynienia ze sprawiedliwością dziejową. Jestem też przekonany, że w podobnym tonie wypowiedzieć się musi każdy odpowiedzialny samorządowiec – łatanie dziur budżetowych poprzez grabież majątku sąsiadów to przecież zaprzeczenie istoty samorządu lokalnego. Mówimy o terenach, które od zawsze należały do gminy Kleszczów. To właśnie na tych obszarach powstał kompleks górniczo-energetyczny. Jednocześnie są to tereny, na których w wyniku jego budowy zlikwidowano kilka miejscowości. W momencie gdy rozpoczęto budowę tego kompleksu, liczba ludności w naszej gminie zmniejszyła się z ok. 6 tys. do niespełna 3 tys. mieszkańców. To pokazuje, że to właśnie my, mieszkańcy i samorząd gminy Kleszczów, ponosiliśmy wszelkie konsekwencje związane z powstaniem elektrowni.

Przykrym paradoksem jest fakt, że odebrano nam głównego płatnika podatków, a jednocześnie przerzucono na nas konieczność ponoszenia kosztów środowiskowych jego działalności, ponieważ na terenie gminy Kleszczów pozostawiono składowiska odpadów. Tuż za ogrodzeniem elektrowni Bełchatów znajduje się najprawdopodobniej największe obecnie składowisko popiołów. I to właśnie nasi mieszkańcy ponoszą związane z tym codzienne uciążliwości. Na przykład w ostatnich tygodniach, z powodu silnego wiatru, nasze miejscowości zostały pokryte warstwą pyłu węglowego oraz popiołu.

Kolejna ważna sprawa to fakt, że na terenach, które zostały włączone do gminy Bełchatów, funkcjonuje nie tylko elektrownia, ale również inne podmioty gospodarcze. Jednak to gmina Kleszczów zapewniła im odpowiednie warunki do prowadzenia działalności, zbudowaliśmy tam infrastrukturę techniczną, dzięki czemu przedsiębiorstwa te mogły z powodzeniem w obrębie Wola Grzymalina się rozrastać.

I wreszcie kwestia absolutnie kluczowa: jeśli zaakceptujemy taki sposób myślenia, że dobrze rozwinięta gmina automatycznie powinna „dzielić się” swoim majątkiem z sąsiadami, to teraz, kiedy rozbudowujemy naszą strefę przemysłową i pozyskujemy inwestorów, może pojawić się kolejna gmina, która stwierdzi: „Macie za dużo, więc my teraz zabierzemy kolejny fragment waszego terenu”. Na to nie może być zgody! Nie legitymizujmy swoją milczącą zgodą czy zaniechaniem reakcji takich ordynarnych kradzieży.
 

Gmina Bełchatów, która zyskała tereny z elektrownią, powołała fundusze wsparcia dla sąsiednich samorządów. Czy to jest dowód na międzygminną solidarność, czy może na dzielenie się nie swoim?

W moim i mieszkańców odczuciu jest to dzielenie cudzych pieniędzy. Gmina Kleszczów przez blisko 20 lat dzieliła się swoimi dochodami w sposób, który w Polsce jest wręcz niespotykany. A mówimy o ogromnych kwotach, zwłaszcza w kontekście powiatu i utrzymania dróg powiatowych. Utrzymujemy wszystkie drogi powiatowe na terenie naszej gminy całkowicie z własnych środków. W latach 2010–2024 wydaliśmy na ten cel blisko 140 mln złotych. Jeśli chodzi o wsparcie dla innych jednostek samorządu terytorialnego czy placówek ochrony zdrowia, również mówimy o dziesiątkach milionów złotych. Trzeba też pamiętać, że choć nasze dochody były wysokie, to ich znaczna część była odprowadzana w ramach różnych zobowiązań. Wystarczy wspomnieć o kwotach przekazywanych przez lata z tytułu janosikowego czy opłat środowiskowych – te kwoty powinny robić wrażenie, bo to blisko 2 mld złotych!
 

Zmiana granic jednak musiała na was wywrzeć szok, bo mimo tego, że nadal macie największe dochody i jesteście najbogatszą gminą, to w naszym najnowszym rankingu wydatków inwestycyjnych po latach liderowania spadliście na trzecie miejsce.

W Kleszczowie podchodzimy bardzo odpowiedzialnie do kwestii finansowych i mimo trudności staramy się nadal inwestować, ale jeśli tracimy tak znaczącą kwotę, to naturalnym krokiem jest weryfikacja planów inwestycyjnych. Należy również pamiętać, że nasza gmina ponosi wysokie koszty stałe. Utrzymujemy nie tylko infrastrukturę, taką jak drogi powiatowe, ale także prowadzimy (jako jedna z nielicznych gmin wiejskich w Polsce) Zespół Szkół Ponadpodstawowych, mimo że nie jest to zadanie własne gminy. Szczególnie dumni jesteśmy z Technikum Nowych Technologii, najlepszej tego typu szkoły w Polsce, które kształci młodzież z całego regionu, a nawet kraju. A utrzymanie wysokiego poziomu edukacyjnego wiąże się z dużymi wydatkami. Dlatego inwestycje musieliśmy ograniczyć w pierwszej kolejności. Te, które obecnie realizujemy, są szczegółowo analizowane, a środki wydatkowane rozsądnie i z dużą ostrożnością. Uważam, że rok 2025 będzie pod tym względem lepszy niż rok 2024, jednak nie da się ukryć, że sytuacja wymusiła na nas zmiany.
 

Dlaczego w tym roku wystąpiliście do rządu z wnioskiem o przywrócenie granic, skoro wasza skarga do Trybunału Konstytucyjnego nie została jeszcze rozstrzygnięta?

To prawda, że nie zapadł żaden wyrok, i trudno zakładać, że stanie się to w najbliższym czasie. Dlatego zdecydowaliśmy się skierować sprawę do nowego rządu w nadziei, że zmieni on decyzję swoich poprzedników. Złożyliśmy wniosek, dochowując wszystkich terminów oraz spełniając wymagania formalne. Przytoczyliśmy w nim wszystkie argumenty, o których już wspominałem. Podkreśliliśmy również, że rozporządzenie, na mocy którego odebrano nam elektrownię, jest niezgodne z prawem. Zaproponowaliśmy wznowienie działania Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Lokalnego Gminy Kleszczów. We wniosku szczegółowo opisaliśmy mechanizm redystrybucji pomiędzy okoliczne samorządy środków finansowych pochodzących z podatków m.in. od Elektrowni Bełchatów. Zgodnie z naszymi wyliczeniami już od 1 stycznia 2026 r. do Funduszu mogłaby trafić kwota blisko 30 mln złotych. W naszej propozycji założyliśmy, że 20 proc. dochodów z podatków od nieruchomości, budynków i budowli na terenach zajętych przez kopalnię oraz na terenie obrębu Wola Grzymalina powinno zasilać ten fundusz.

Mamy pełną świadomość, że od gminy Kleszczów oczekuje się wsparcia dla sąsiednich samorządów. Dlatego zaproponowaliśmy konkretny i sprawiedliwy mechanizm pomocy. Samorządy i placówki medyczne dostałyby od nas dużo więcej, niż obecnie przekazuje im gmina Bełchatów. Ta propozycja nie została zaakceptowana przez Radę Ministrów.
 

Z jakiego powodu rząd odrzucił wasz wniosek?

Nie otrzymaliśmy sensownego uzasadnienia dotyczącego naszej sprawy. Najwyraźniej obowiązywała zasada, że w przypadku wniosku o zmianę granic między dwiema jednostkami samorządu terytorialnego zmiana była wprowadzana tylko wtedy, gdy obie strony wyraziły na nią zgodę w ramach przeprowadzonych konsultacji społecznych. Natomiast w sytuacji braku zgody zmiany nie robiono. Taką właśnie, dość lakoniczną informację otrzymaliśmy po fakcie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
 

Mam wrażenie, że MSWiA nie bardzo wiedziało, jak postąpić z rozpatrywanymi ostatnio wnioskami, bo projekty rozporządzenia dotyczącego zmian granic między gminami były opracowywane dwukrotnie, a ostatecznie pojawił się trzeci projekt, który zmodyfikował wcześniejsze propozycje…

Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ponieważ w tym uczestniczyłem. W ostatnich tygodniach byłem obecny na trzech spotkaniach w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, podczas których omawiano te projekty. W ich trakcie kilkukrotnie przedstawiałem oficjalne stanowisko mojej gminy oraz nasze argumenty. Wiem więc z pierwszej ręki, jak wyglądały te prace i na czym polegały trudności.

Chciałbym przy tym podkreślić jedną fundamentalną kwestię: nasz wniosek miał zupełnie inną genezę niż pozostałe. My nie ubiegaliśmy się o przyłączenie nowego terenu, my od początku staraliśmy się o odzyskanie tego, co zostało nam odebrane. Dlatego przez cały ten czas podkreślałem, że nie chodzi nam o ekspansję terytorialną, ale o przywrócenie stanu sprzed tamtej niesprawiedliwej decyzji.
 

Co będziecie robić dalej?

Jest jeszcze zbyt wcześnie, żeby jednoznacznie powiedzieć, jakie działania podejmiemy. Zapewniam jednak, że bardzo dokładnie analizujemy wszystkie dostępne możliwości prawne. Sprawa jest dla nas niezwykle istotna, nie składamy broni. Już dzień po ukazaniu się rozporządzenia deklarowałem, że gmina wykorzysta wszelkie dostępne ścieżki, aby doprowadzić do uchylenia tej, naszym zdaniem, niezgodnej z prawem zmiany granic wprowadzonej w 2021 r. Nie zmieniliśmy stanowiska, nie rezygnujemy z tego kierunku działania. Jeśli nie uda się osiągnąć celu inną drogą, liczymy na to, że sprawa zostanie wreszcie rozpatrzona przez Trybunał Konstytucyjny.

Obecnie w rządzie prowadzone są prace nad usystematyzowaniem przepisów dotyczących zmiany granic jednostek samorządu terytorialnego, co może otworzyć nowe możliwości działania. Jeśli jednak nie dojdzie do zmian prawnych i nadal będziemy działać w oparciu o dotychczasową ustawę o samorządzie, to jest bardzo prawdopodobne, że na początku przyszłego roku ponownie złożymy wniosek w wymaganym terminie, czyli do końca pierwszego kwartału. Jeśli natomiast zmieni się otoczenie prawne, wykorzystamy nowe możliwości, które się pojawią. W żadnym wypadku nie odpuszczamy tego tematu – mówimy przecież o terenach, które zawsze należały do gminy Kleszczów. To, co się wydarzyło, uważamy za ewidentną niesprawiedliwość, wręcz kradzież. W państwie prawa, którym Polska powinna być, takie działania nie mogą mieć miejsca. Liczymy tu wszyscy na to, że obecny rząd wyjdzie wreszcie poza słowne deklaracje o szybkiej odbudowie państwa – a kiedy to zrobi, to naprawa deliktu prawnego, wskutek którego ucierpiała gmina Kleszczów, powinna być tego modelowym przykładem.

Aby zapewnić prawidłowe działanie i wygląd niniejszego serwisu oraz aby go stale ulepszać, stosujemy takie technologie jak pliki cookie oraz usługi firm Adobe oraz Google. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na wykorzystanie tych technologii.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane