W samorządach

Jeśli znikną szkoły, zostanie pustynia

Jacek Różalski

26.02.2013

Rozmowa z wiceprezydent Gdańska Ewą Kamińską

Warto ratować szkoły za wszelką cenę?

W marcu zeszłego roku zaproponowałam szkołom, które mają poniżej 300 uczniów, prace nad nową koncepcją funkcjonowania. To szkoły, których zlikwidować nie można, bo powstałaby pustynia bez jakiejkolwiek placówki integrującej społeczność. Tam trzeba się na nowo określić. Szkoły muszą realizować zadania nie tylko stricte edukacyjne, ale też integrujące mieszkańców, kulturotwórcze.

 

Działania, które pani zainicjowała, odbywają się w ramach konkursu rozpisanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej „Otwarta szkoła”?

W konkursie ministerstwa szkoły prezentowały działania na rzecz społeczności lokalnej, lub realizowane wspólnie. Chodziło o festyny, akcje podejmowane razem z podmiotami pozarządowymi. Była też transza o nazwie „otwarte zarządzanie”, ale tu nikt się nie zgłosił, bo nie do końca rozumiano to hasło. A mnie właśnie chodzi o to, żeby zarządzać szkołą jako placówką otwartą, realizującą zadania, które będą zobowiązaniami szkół i nauczycieli wobec społeczności lokalnej. Nauczyciele mają nie tylko uczyć dzieci przy tablicy, ale angażować się w realizację konkretnych zadań edukacyjnych, kulturowych, społecznych, integracyjnych.

 

Jak na pani pomysły zareagowali nauczyciele?

Oni przyzwyczaili się, że jak uczą w szkole, w której nie mają pełnego pensum, to szukają godzin w innych szkołach. W efekcie w żadnej nie są związani z uczniami, nie są w stanie ich poznać. To sprawia, że edukacja szwankuje, a wyniki uczniów są coraz gorsze. Taki nauczyciel to oblatywacz goniący za pensum, a nie pedagog, któremu zależy na edukacji dzieci. Chcę przerwać ten chory system. Przecież nauczyciele już nie mają gdzie uzupełniać etatów, bo uczniów jest coraz mniej. Oni jednak bardzo kochają Kartę Nauczyciela i mocno trzymają się jej zapisów. Żeby zachować przywileje wystarcza im, że są zatrudnieni na pół etatu i przez ten czas stoją przy tablicy. Pierwsza reakcja nauczycieli była taka: Kamińska coś wymyśliła, ale to blef, bo ona i tak szkoły pozamyka.

 

Co im pani proponuje, żeby zamiast gonić za pensum pracowali w swoich szkołach?

Drugie pół etatu mogą wypracowywać „wychowując i uczestnicząc w rozwoju dzieci”, o czym też wspomina się w Karcie Nauczyciela. Byłam w 26 szkołach, które biorą udział w programie i przygotowaliśmy katalog działań na rzecz środowiska lokalnego oraz służących wspieraniu edukacji i rozwojowi uczniów. Poprosiłam kadrę o poszerzenie propozycji, wpisanie własnych pomysłów bezpośrednio wspierających uczniów.

 

Jakie padły pomysły?

W programach pojawiły się straszne ogólniki, prawdy dawno objawione na temat edukacji. Na przykład definicje spisane z książki, co to jest program wychowawczy. Zero konkretów o pracy na rzecz uczniów i środowiska. W dodatku wszystkie te materiały są niemal identyczne. Jakby

były pisane jeden od drugiego na zasadzie kopiuj-wklej.

 

A co nauczyciele powinni robić?

Przede wszystkim poznać środowisko, w którym pracują, jego problemy i wyjść im naprzeciw. A dostaję odpowiedzi, że nic się nie da, bo jest trudne środowisko, bo rodzice nie chcą współpracować. Nauczyciele muszą zacieśnić kontakty np. z bibliotekarką, drużynami harcerskimi, kierownikami świetlic terapeutycznych. Może na początek trzeba się zastanowić, co zrobić, żeby uczniowie mieli lepsze wyniki. Bo kazać im uczyć się formułek na pamięć to najlepszy sposób, żeby wyniki były jeszcze gorsze. Nie twierdzę, że żadni nauczyciele nie mają dobrych pomysłów. Niektórzy po prostu nie potrafią ich zrealizować, wcielić w życie, zaprosić do działania rodziców i aktywnych mieszkańców.

 

Na jaką pomoc dyrektorzy szkół i nauczyciele mogą liczyć u pani?

Zorganizowałam spotkania z podmiotami, które zajmują się zarządzaniem szkołami. Dyrektorzy zobaczyli, jak to robi Szkoła dla Chłopców „Fregata” czy Społeczne Towarzystwo Oświatowe. Sprowadziłam Polaka z Wielkiej Brytanii, który zaprezentował, jak zmianę zarządzania szkołą przeprowadzono na Wyspach. Przygotowaliśmy spotkania dotyczące nowoczesnego budżetowania we współpracy z Federacją Inicjatyw Oświatowych, która ratuje małe szkoły przed likwidacją. Będą zajęcia z ekonomistami na temat układania budżetów. Przecież dziś szkoły mogą czerpać pieniądze nie tylko z puli przyznawanej przez MEN, ale wielu innych źródeł, na przykład ze środków przeznaczonych na rewitalizację dzielnic. Przy czym pod hasłem rewitalizacja nie kryje się remont budynków, ale działania na rzecz poprawy warunków życia danej społeczności. Szkoły mogą też liczyć na organizacje pozarządowe. Od tych zajmujących się bezdomnymi, niepełnosprawnymi, fotografią, po miłośników dzielnicy.

 

Kiedy można oczekiwać efektów pracy, którą pani zainicjowała?

Program „Otwarta szkoła liderem społeczności lokalnej” rozpoczęliśmy w marcu 2012 roku. Wyznaczyliśmy sobie jesień 2014 jako termin, do kiedy wszystko musi być przygotowane.

Szkoły, dyrektorzy, nauczyciele, podmioty z nimi współpracujące muszą wtedy wiedzieć, co robić, aby dzieci lepiej czuły się w szkołach i osiągały lepsze wyniki, a rodzice, że w tych szkołach nie tylko uczy się polskiego i biologii, ale są one centrami życia społecznego, edukacyjnego i kulturalnego. Data zbiega się z wprowadzeniem dla sześciolatków obowiązku szkolnego. Do tego czasu każda z 26 szkół, które objął program, musi mieć wypracowaną własną ścieżkę rozwoju. A wszyscy pracujący tam nauczyciele muszą wiedzieć, co poza nauczaniem swoich przedmiotów będą robić na rzecz uczniów i lokalnych społeczności.

 

Jaką gwarancje daje pani szkołom, że jeśli zrealizują założenia programu, to na sto procent nie zostaną zamknięte?

To nie tak. Może się okazać, że z dwóch szkół – podstawowej i gimnazjum, gdzie jest niewielu uczniów – zrobimy zespół. Albo zmienimy rejonizację dwóch sąsiadujących ze sobą szkół podstawowych. Te działania nie powinny nikogo dziwić, zwłaszcza jeśli propozycje zbuduje środowisko szkolne razem ze społecznością lokalną. Cel jest jeden: nie chcemy zamykać szkół, bo są nie tylko miejscem edukacji, ale też centrum lokalnej społeczności. One są dzielnicom bardzo potrzebne.

TAGI: budżet jst, karta nauczyciela, nauczyciele, szkoła,