W samorządach

Janusz Król: Temat na nowy rok

Naprawdę zaskoczył mnie ranking ukazujący stan samorządowej aktywności w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego za ostatnie 20 lat, który opublikowaliśmy w 23 numerze „Wspólnoty” z 20 listopada ubiegłego roku.

Obawiałem się, że z komunalką w miastach nie jest dobrze i dlatego zamówiłem analizę tego zjawiska u prof. Pawła Swianiewicza z Uniwersytetu Warszawskiego. Spodziewałem się nienajlepszej diagnozy, a okazało się, że jest całkiem źle. Miasta w praktyce zrzekły się wykonywania swojego zadania własnego określonego w art. 7 ust. 1 pkt 7, czyli rozwijania gminnego budownictwa mieszkaniowego.

Skąd ten wniosek? Otóż od 1997 do 2018 roku liczba mieszkań w zasobach gminnych spadła z 1629,7 tys. do 942,6 tys., a procentowo w stosunku do całości zasobów mieszkaniowych ten spadek wyniósł z 14 do 6,4 proc., czyli o więcej niż połowę wliczając w to wszystkie wybudowane w tym czasie mieszkania komunalne i socjalne. W największych miastach spadek jest jeszcze większy, bo ponadtrzykrotny. Oczywiście za ten proces odpowiada przede wszystkim prywatyzacja zasobów mieszkaniowych, co samo w sobie nie jest złym zjawiskiem, bo najemcy kupując mieszkania najczęściej pozostają w mieście. Gorzej, że nie buduje się nowych mieszkań gminnych. Zaledwie w kilku miastach liczba nowo wybudowanych mieszkań komunalnych i socjalnych przekracza 10 lokali na 1000 mieszkańców. Samorządy wybudowały mniej niż 10 mieszkań na 1000 mieszkańców w ciągu 20 lat!

Nie trzeba bardzo głęboko zaglądać w dane, aby znaleźć oczywistą korelację między brakiem nowych mieszkań komunalnych i budowanych w trybach społecznych a depopulacją, z jaką borykają się miasta. Proszę, przeczytajcie uważnie ranking depopulacji opublikowany w roku ubiegłym w ostatnim numerze „Wspólnoty” (znajdziecie go również na naszej stronie www.wspolnota.org.pl), to dostrzeżecie tę prawidłowość. Najszybciej tę korelację zauważono w Katowicach, które przez długi czas traciły mieszkańców na rzecz innych ośrodków w konurbacji śląskiej, aż wreszcie w ostatnich latach mocno weszły w rządowy program Mieszkanie Plus próbując zatrzymać niekorzystny trend.

Patrząc z tej perspektywy zawsze byłem przekonany, że liberalna idea, iż mieszkanie jest towarem i każdy musi je sobie kupić, a najlepiej wynająć, aby pozostać mobilnym na rynku pracy, to po prostu bzdura. Człowiek pozbawiony własnego mieszkania lub trwałego prawa do wynajmowanego lokalu nigdy nie będzie pożytecznym członkiem miejskiej wspólnoty z racji braku głębszych z nią związków, nie będzie lojalnym pracownikiem, bo wciąż będzie szukał korzystniejszych warunków zamieszkania i pracy, nie będzie też w pełni szczęśliwy, bo będzie mu brakowało stabilności i zakorzenienia, które są kluczowe dla zaspokojenia najważniejszej potrzeby każdego człowieka i każdej rodziny, potrzeby bezpieczeństwa. Za to człowiek posiadający mieszkanie i rodzinę wbije zęby w ścianę i będzie tyrał, aby utrzymać ten bezpieczny azyl dla swoich najbliższych.

Wiele poprzednich rządów próbowało rozwiązywać problemy mieszkaniowe Polaków napychając kieszenie bankom i deweloperom. Ostatnio podjęto ostrożną próbę realnej pomocy młodym ludziom, których nie stać ani na zakup mieszkania ani na czynsz na komercyjnym rynku. I ten program został znakomicie przyjęty przez Polaków. Liczba chętnych do wynajęcia mieszkania za rozsądny czynsz z opcją wykupu w przyszłości wielokrotnie przekroczyła liczbę lokali oferowanych w programie Mieszkanie Plus. To ważna wskazówka, aby tworzyć podobne polityki w miastach. Oczywiście, jeśli się chce zatrzymać w mieście ludzi młodych, zdolnych, zaangażowanych, z perspektywą, że oni, ich małżonkowie oraz ich dzieci poczują się prawdziwymi obywatelami miasta.

Chcemy pracować na rzecz zmiany obecnej sytuacji. Dlatego w tym roku w każdym numerze „Wspólnoty” będziemy pokazywać przykłady samorządów prowadzących aktywną politykę mieszkaniową. Będą nas interesowały różne formy uspołecznionego budownictwa mieszkań, w tym rozbudowy gminnego zasobu mieszkaniowego, aby pokazać dobre przykłady zainteresowanym samorządom. Bo wysoka jakość życia tylko w niewielkim stopniu zależy od długości ścieżek rowerowych, wybudowanych w mieście stadionów czy muzeów sztuki nowoczesnej. Ona zależy od tego czy człowiek po pracy – doprecyzuję: po pracy atrakcyjnej i korzystnie wycenionej – wraca do komfortowego na jego miarę mieszkania, gdzie chce się cieszyć ciepłem rodzinnego ogniska. Tylko tyle trzeba zrozumieć, by działać.

Janusz Król
redaktor naczelny "Wspólnoty"
j.krol@municipium.com.pl