W samorządach

Janusz Król: Tak, potrzebna jest kategoryzacja gmin i standaryzacja usług komunalnych

Postulat kategoryzacji gmin i standaryzacji usług komunalnych nie jest niczym nowym. Właściwie jest on formułowany już od początku lat 90., kiedy tylko samorząd został reaktywowany. Faktem jest jednak to, że nikt nie zajął się tym problemem na serio.

Nie zajął się z prostego powodu – postulat ten otwiera prawdziwą puszkę Pandory. Rząd nie chce standaryzacji usług oświatowych, bo musiałby płacić gminom o wiele więcej niż wynosi obecna część oświatowa subwencji ogólnej, nie chce też kategoryzacji, bo wtedy trzeba by rzetelnie policzyć potencjał finansowy gmin i uwzględnić realny poziom osiąganych dochodów. Trzeba by też przeprowadzić ogromne zmiany legislacyjne, bo przecież nie mogłaby utrzymać się fikcja, że najmniejsza polska gmina ma takie same obowiązki prawne i społeczne jak stolica kraju, że mała gmina wiejska ma podobne przepisy dotyczące organizacji władz jak wielusettysięczne metropolie.

Postulat kategoryzacji gmin i standaryzacji usług komunalnych stawia na naszych łamach przewodniczący Związku Gmin Wiejskich Rzeczypospolitej Polskiej Krzysztof Iwaniuk. To bardzo ważny głos, pora, aby rząd wziął go pod uwagę. Coraz wyraźniej bowiem widać, jak bardzo rozwierają się nożyce rozwoju między wielkimi miastami, centrami biznesu, innowacji i kultury, a małymi gminami położonymi głęboko w interiorze. Co więcej, te nożyce rozwierają się także między większymi aglomeracjami a niewielkimi miastami, w tym miastami powiatowymi. Wydaje się, że rząd powinien zdobyć się na minimum odwagi i przynajmniej wprowadzić prawdziwe, dedykowane małym samorządom programy wsparcia.

Trudno nie zgodzić się z przewodniczącym ZGW RP Krzysztofem Iwaniukiem, gdy mówi: „Nie może być naszej zgody na to, że w jednych miejscach powstają „pomniki demokracji” w postaci stadionów, muzeów sztuki nowoczesnej, lotnisk bez samolotów, a gdzie indziej nie ma podstawowego wyposażenia w infrastrukturę niezbędną do normalnego życia”. Zresztą nie chodzi tu tylko o jakość życia mieszkańców prowincji, przecież choćby z dróg na wsi korzystają zarówno przedsiębiorcy, jak i zwykli Polacy z każdego zakątka kraju. A wystarczy pojechać dwa kroki poza autostradę A4 na Dolnym Śląsku lub kawałek za S7 lub S51 na Mazurach, aby przekonać się o katastrofalnym poziomie tamtejszej infrastruktury drogowej.

Jeszcze ważniejsza niż drogownictwo jest edukacja młodego pokolenia. Bogate miasta uruchomiły dla młodzieży szkolnej szereg własnych programów oferujących zajęcia pozalekcyjne, naukę języków obcych, zajęcia sportowe i szeroki dostęp do kultury. Tymczasem w wielu gminach wójtowie zastanawiają się, czy wystarczy im na podstawowe pensje dla nauczycieli. Oczywiście nie samymi pieniędzmi edukacja stoi, co widać po znakomitych wynikach matur młodzieży z biednych województw Ściany Wschodniej, gdzie abiturienci z prowincjonalnych szkół osiągnęli o wiele lepsze rezultaty niż uczniowie wielu prestiżowych liceów w dużych ośrodkach miejskich w centrum i na zachodzie Polski, jednak samymi ambicjami młodych ludzi nie da się nierówności w dostępie do nowoczesnej edukacji zredukować. A dobrze wykształceni młodzi ludzie są Polsce bardzo potrzebni.

Zapewne postulat kategoryzacji gmin i standaryzacji usług komunalnych napotka przeszkody nie tylko w rządzie i parlamencie. Niełatwo będzie uzyskać zgodę wszystkich samorządów i ich związków, bo kiedy przyjdzie do szczegółów, to okaże się, że na tej zmianie będą też i stratni. Trzeba jednak zmierzyć się z tym problemem, bo samym janosikowym rozwarstwienia dochodowego gmin się nie rozwiąże.

Janusz Król
redaktor naczelny "Wspólnoty"
j.krol@municipium.com.pl