W samorządach

Janusz Król: Papugi narodów

Podczas niedawnej konferencji zorganizowanej z inicjatywy prezydentów Jacka Karnowskiego z Sopotu i Jacka Jaśkowiaka z Poznania przez Międzynarodowe Targi Poznańskie oraz Centrum Myśli Strategicznej odbyło się uroczyste podpisanie Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym.

Nie będę tu pisał, co ów dokument zawiera, bo każdy może łatwo znaleźć go w internecie, powiem tylko, że jak to zwykle bywa z motywowanymi ideologicznie europejskimi deklaracjami, jest on pełen bardzo szczytnych apeli, zobowiązań i solennych zapewnień na odpowiednio wysokim poziomie ogólności. Sama konferencja nie cieszyła się zbyt liczną frekwencją, także pod równościowym dokumentem nie złożono wielu podpisów. Konkretnie mówiąc, Kartę podpisali burmistrzowie i prezydenci 16 miast. Mimo to do Poznania przyjechał sekretarz generalny Rady Gmin i Regionów Europy Frederic Vallier, a specjalny adres do uczestników nagrała na wideo europejska komisarz ds. równości Helena Dalli. W serii pompatycznych wystąpień gości z zagranicy i miejscowych VIP-ów inicjatorka idei przyjmowania Karty przez polskie samorządy poznańska radna Marta Mazurek wypaliła: Na tę decyzję polskich samorządowców czekają tysiące mieszkanek i mieszkańców, z radością obserwuje nas dziś także wspólnota europejska. Zatem spójrzmy jak ta radosna wspólnota europejska radzi sobie z równością kobiet i mężczyzn na tle Polski.

Pełne prawa wyborcze dla kobiet Polska wprowadziła w chwili odzyskania niepodległości w 1918 roku. Holandia zrobiła to rok później, dwa lata później – w 1920 r. – USA, a potem w 2021 Szwecja, w 1928 Wielka Brytania, w 1931 Portugalia. Francja odważyła się na ten krok dopiero w 1944 roku, a Belgia cztery lata po Francji. Prawda, że nie mamy się czego wstydzić?

Udział kobiet w życiu publicznym w Polsce rośnie z wyborów na wybory. W 2019 roku Biuro Analiz, Dokumentacji i Korespondencji Kancelarii Senatu RP opublikowało raport pt. Udział kobiet w życiu publicznym – Polska na tle innych krajów, z którego wynika, że w ciągu ostatnich 26 lat liczba kobiet posłów w Sejmie RP wzrosła z 44 w roku 1989 do 125 w roku 2015. Pod tym względem znajdujemy się w środku europejskiej stawki. Podobnie jest w samorządzie. Już trzykrotnie publikowaliśmy we „Wspólnocie” rankingi opracowane przez prof. Pawła Swianiewicza dotyczące udziału kobiet we władzach samorządowych (kadencja 2002–2006 w numerze 5/2004; kadencja 2014–2018 w numerze 5/2017 oraz kadencja bieżąca w numerze 5/2019). Duża pozytywna zmiana nastąpiła nawet w odniesieniu do poprzedniej kadencji, kiedy to wskaźnik feminizacji wynoszący ponad 50 proc. osiągnęło 276 samorządów – obecnie cieszy się nim już 315 jednostek, z kolei liczba samorządów, w których organach nie znalazła się ani jedna kobieta, spadła z 47 do 20. Ciekawe, jak pod tym względem wypada Europa?

Także w biznesie polskie kobiety radzą sobie doskonale: w ubiegłym roku Eurostat podał, że w Polsce aż 44 proc. menedżerów na kierowniczych stanowiskach to kobiety, spośród krajów UE wyprzedza nas jedynie o jeden procent Łotwa. Pod tym względem średnia europejska jest aż o 10 punktów procentowych niższa, a zaniżają ją głównie najbogatsze państwa starej Unii. Również pod względem równości płac Polki biją Europejki z Zachodu na głowę. Według danych Eurostatu z 2015 roku, różnica w średniej stawce godzinowej dla kobiet i mężczyzn wykonujących w Europie tę samą pracę wyniosła średnio 16,3 proc., a różnica całkowitych zarobków według płci wyniosła 39,6 proc. na niekorzyść kobiet. W naszym kraju, choć różnica ta nadal występuje, wynosi ona zaledwie 7,7 proc., co daje nam wysokie 5. miejsce na 28 krajów UE.

Polki czują się też znacznie bardziej bezpieczne od swych koleżanek z Zachodu. Przemocy fizycznej lub seksualnej od partnera doświadczyło mniej niż 10 proc. Polek, w krajach starej Unii dotknęło to niemal 30 proc., kobiet a w Finlandii czy Dani nawet więcej. W przypadku przemocy psychicznej Europejki mają jeszcze gorzej – na tę formę przemocy skarżyło się od 50 do 59 proc. Szwedek, Finek, Holenderek i Niemek, w przypadku Polek liczba skrzywdzonych była niższa o co najmniej 20 punktów procentowych. W Polsce z powodu molestowania seksualnego ucierpiało do 7 proc. kobiet, średnia europejska wynosi 13 proc., a liczba kobiet krzywdzonych w Belgii, Francji, Holandii Szwecji i Danii wyniosła od 19 do 26 proc. Co więcej, kiedy uwzględnić bardziej zawoalowane formy molestowania, doświadczyło ich od 30 do 37 proc. kobiet z państw starej Unii.

Jak przekonują statystyki publikowane przez Eurostat, Polki są też lepiej wykształcone, chętniej uczestniczą w kulturze itd. itp. Mógłbym te różnice wyliczać dalej, ale po co? Przecież każdy z nas wie, że w polskiej kulturze kobieta jest traktowana z wyjątkowym szacunkiem. Kulturalny mężczyzna wstaje, kiedy kobieta wchodzi, ustępuje jej miejsca w tramwaju czy autobusie, na powitanie kłania się i często z szacunkiem całuje jej dłoń. Aby być tak traktowaną, Polka wcale nie musi być hrabianką, Matką-Polką, matroną czy jakąś miss urody, wystarczy, że jest kobietą. A jeśli jakiś cham okazuje się damskim bokserem – bo wyjątkowo i tacy się trafiają – to spotyka go ostracyzm i potępienie nawet w najbliższym otoczeniu. Ten rys polskiej kultury w naturalny sposób miał wpływ na wysoką zawodową i społeczną pozycję kobiet. Do równouprawnienia mężczyzn i kobiet nie potrzebowaliśmy żadnych kart ani deklaracji, więc gdy widzę współczesne feministki czujące potrzebę celebrowania takich dokumentów, to myślę sobie, że te biedaczki musiały trafiać w życiu tak źle jak Szwedki czy Belgijki. A jeśli się mylę co do ich życiowych doświadczeń, to pewnie papugują i dla nich każda zagraniczna błyskotka musi być co najmniej ze złota. Zatem im się nie dziwię, ale po co to samorządom?

Janusz Król
redaktor naczelny "Wspólnoty"
j.krol@municipium.com.pl