W samorządach

Janusz Król: Dym z gazu

Polskie sankcje wprowadzone w ostatnich dniach kwietnia przeciwko firmom z kapitałem rosyjskim uderzyły rykoszetem w kilkanaście gmin, które były zaopatrywane w gaz ziemny przez te podmioty. Z dnia na dzień zrobiło się zimno w domach, przedszkolach, szkołach i w urzędach. Mieszkańcy nie mieli na czym ugotować wody na herbatę.

Wprawdzie rząd zapowiedział natychmiastowe rozwiązanie problemu i przejęcie dystrybucji gazu przez polskie firmy, ale na własne oczy zobaczyliśmy, jak łatwo popada się w kłopoty będąc uzależnionym od monopolu. A dzisiaj w Polsce na rynku paliw gaz jest monopolem. Nie chodzi o to, że płynie z jednego źródła. Nie, idzie o to, że skutecznie wyparł inne paliwa kopalne. Bo bezwzględna walka z kopciuchami prowadzona na wielu polach – w mediach (reklama i publicystyka), na ulicach (np. akcje Greenpeace, Extinction Rebelllion), w parlamentach (np. prawo europejskie), na giełdach (handel emisjami), na tzw. szczytach ziemi (podniosłe deklaracje) itp. – okazała się zwycięska.

Polska dopłaciła miliardy do wymiany pieców węglowych na gazowe, Polacy wysupłali ostatnie grosze, aby dostosować się do gazowego standardu. Ostatnio do tego pochodu dołączył sejmik województwa mazowieckiego, który podjął uchwałę w sprawie wprowadzenia na obszarze województwa mazowieckiego ograniczeń i zakazów w zakresie eksploatacji instalacji, w których następuje spalanie paliw, wykluczającą używanie węgla do ogrzewania domów. To jest akurat zabawne, bo obie elektrociepłownie warszawskie opalane są węglem, zaś stolica jest bodaj najlepiej w Polsce przewietrzonym miastem dlatego, że odbudowywano ją tak, by miasto było odporne na uderzenie jądrowe. Stąd rozległe pustki w ścisłym centrum.

Ktoś powie, że to jest w porządku, bo palenie węglem oznacza nadmierną emisję CO2 i zmiany klimatu, pyły zawieszone w powietrzu, dziesiątki tysięcy przedwcześnie zmarłych na choroby płuc. Skąd to wiemy? Ano od naukowców. Ale od naukowców wiemy też, że gaz od węgla niewiele się różni, jeśli idzie o emisje gazów cieplarnianych. Trochę inaczej jest, gdy chodzi o emisję pyłów, szczególnie ze starych instalacji, które nie miały żadnych zabezpieczeń przeciwpyłowych. Zamiast więc inwestować w nowe technologie spalania węgla poszliśmy na rympał w stronę gazu, ignorując własne zasoby oraz interes ekonomiczny i bezpieczeństwo. A dzisiaj już wiemy, że od wielu lat Rosja płaciła ciężkie pieniądze sprzedajnym organizacjom badawczym, NGO-som, dziennikarzom i lobbystom promującym zieloną energię z gazu. Teraz efekty tej propagandy wykorzystuje jako broń przeciwko nieposłusznym sąsiadom.

Nie mam narzędzi, by sprawdzić, czy ten ogólnoświatowy antywęglowy trend ma racjonalne podstawy i że światu zagraża katastrofa z powodu spalania węgla. Być może to prawda, być może ściema. Ale powinniśmy się zastanowić, czy jako pierwsi na świecie powinniśmy zakładać sobie pętlę na szyję. Być może trzeba by zacząć odchodzić od węgla wtedy, kiedy do naszego poziomu emisji obniżą swoje spalanie Niemcy? Albo może wtedy, kiedy spalanie węgla zaczną ograniczać Amerykanie albo Chińczycy? W końcu nasz udział w światowej emisji CO2 jest mniejszy niż jeden procent, podczas gdy Niemcy mają 2,2 proc., a Amerykanie 16,9 proc., zaś Chińczycy aż 27,5 proc. Jak widać, rezygnując z węgla na rzecz gazu świata nie zbawimy, ale szkodę ponosimy realną.

Janusz Król
redaktor naczelny "Wspólnoty"
j.krol@municipium.com.pl