Rozmowy Wspólnoty

Innowacyjność to nie tylko cieszące oczy gadżety

Prawdziwie innowacyjne miasto odwołuje się do doświadczeń, do umysłów, kreatywności lokalnych środowisk. Chodzi o to, aby włączyć mieszkańców w procesy decyzyjne, korzystać z dorobku środowisk naukowych, aktywistów, biznesu. Będziemy sięgać po najnowsze zdobycze technologii nie po to, aby cieszyć oczy gadżetami, ale by realnie wspierały jakość życia – mówi Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa.

Na rozgrzewkę test jednokrotnego wyboru dla nowo wybranego prezydenta i socjologa. Który z podanych czynników miał decydujące znaczenie dla pańskiego zwycięstwa w wyborach?
1/ Bo jako jedyny z kandydatów jest Pan rzeszowianinem

2/ Bo miał Pan najlepszy program wyborczy
3/ Bo poparli Pana prezydenci największych polskich miast
4/ Bo otrzymał Pan poparcie partii politycznych

Zdecydowanie punkt pierwszy, bo on był kluczem do tego, że dostałem nominację, a później stał się kluczem do zwycięstwa. Oceniam go na 70 proc., tyle, ilu mieszkańców Rzeszowa jeszcze przed wyłonieniem się kandydatów opowiadało się w badaniach za tym, aby prezydentem został rzeszowianin z doświadczeniem samorządowym.

Program wyborczy nazwany „Strategią bitwy o Rzeszów” podzielił pan na 6 frontów. Wybór języka ma znaczenie, więc skąd to wojenne słownictwo? Czy chodzi o wodzowski styl zarządzania, jaki miał prezydent Tadeusz Ferenc, czy chodzi o nawał wyzwań pozostawionych przez byłego prezydenta, a może to tylko retoryka wyborcza?

Trzeba koniecznie odróżnić język kampanii od języka budowania. Język bitewny – podkreślam: nie wojenny a bitewny – pojawił się głównie w pierwszej części kampanii dlatego, aby wzmocnić przekaz, że zabiegamy, aby prezydentem został mieszkaniec Rzeszowa. Tego chcieli wyborcy i tego chcieliśmy my, bo dwustutysięczne miasto stać na to, aby nie trzeba było transferować know-how zarządzania z zewnątrz. Gdy udało się nam zmobilizować mieszkańców, zmieniliśmy też język kampanii na konstruktywno-programowy i jednoczący różne środowiska. A jeśli chodzi o styl zarządzania, zdecydowanie opowiadam się za działaniem zespołowym niż za wodzowsko-generalskim. Dzisiaj są takie wymagania wobec prezydentów miast i szefów dużych organizmów samorządowych, by zarządzali drużynowo i nie w oparciu o przeczucia czy wizje jednostki, a korzystając z analizy twardych danych.

Były prezydent za jedną z głównych barier rozwoju Rzeszowa uznawał zbyt małą powierzchnię miasta i walczył o przyłączenie do Rzeszowa sąsiadujących sołectw, co wywoływało konflikty z sąsiadami. Jakie ma pan plany w tym zakresie: kontynuacja czy zmiana?

Dwuipółkrotne powiększenie obszaru Rzeszowa to osobisty sukces prezydenta Ferenca, nikt mu tej zasługi nie odbierze i to powinien pozostać sukces jemu, w historii miasta, przypisywany. A to znaczy, że proces powiększania obszaru miasta nie będzie kontynuowany. To oczywiście nie wyklucza, że możliwe są jakieś fuzje i pozyskiwania terenów w porozumieniu z sąsiadami. Chcę się natomiast skoncentrować na urbanizacji terenów, które zostały przyłączone przez prezydenta Ferenca. Po drugie, chcę się skupić na nowoczesnej wizji aglomeracji opartej na dialogu i współpracy z sąsiadami. Być może jako aglomeracja w przyszłości dostaniemy dodatkowe uprawnienia usprawniające zarządzanie. W minionej perspektywie budżetowej UE mieliśmy do czynienia z obszarami funkcjonalnymi, u nas był to Rzeszowski Obszar Funkcjonalny i te pierwsze doświadczenia wypadły nieźle. Na podstawie tych doświadczeń jako ekspert uczestniczący w kreowaniu Krajowej Polityki Miejskiej wskazywałem w swoich wypowiedziach, że potrzebne są dodatkowe narzędzia wzmacniające mechanizmy obszarów funkcjonalnych. Może tu chodzić o dołożenie środków czy elementów koordynacyjno-decyzyjnych. Trzeba iść w kierunku porozumienia, koordynacji, współpracy i dialogu w kształtowaniu aglomeracji.

Musimy się też pilnie zająć pracami nad studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego, bo to jest dokument bardzo potrzebny Rzeszowowi. Potrzebny choćby dlatego, że mamy dwa i pół razy więcej terenów, których stare studium nie obejmuje. Pochodzi ono sprzed trzydziestu lat, a potrzebujemy nowoczesnego narzędzia planowania na miarę XIX wieku. Musimy bowiem chronić obszary wymagające szczególnej troski, a więc istniejące tereny zielone, musimy też planować nowe, bo w czasach kryzysów pandemicznych, klimatycznych, dostęp do takich terenów okazał się bardzo ważny. Przekonaliśmy się, że są one bardzo ważne dla nawiązywania relacji międzyludzkich i dlatego w Rzeszowie postawiliśmy na dostęp do terenów zielonych w ciągu 10 minut spacerem dla każdego mieszkańca. Będzie to od nas wymagało pozyskiwania terenów i zagospodarowywania ich zielenią. W dokumentach planistycznych musi się też znaleźć określona koncepcja zagospodarowania rzeki. Z tych wymienionych i innych względów widzę potrzebę powołania funkcji architekta miasta, który będzie koordynatorem długoterminowej polityki przestrzennej.

Rzeszów ma być postrzegany jako miasto innowacji, czego symbolem była m.in. sławna okrągła kładka dla pieszych nad skrzyżowaniem al. Grunwaldzkiej i ul. Piłsudskiego. W jaki sposób chce pan rozwinąć i wzmocnić ten wizerunek?

Prawdziwie innowacyjne miasto współczesności to takie, które odwołuje się do doświadczeń, do umysłów, kreatywności własnych mieszkańców i lokalnych środowisk. Chodzi o to, aby włączyć mieszkańców w procesy decyzyjne, korzystać z pasji, dorobku środowisk naukowych, aktywistów, biznesu itd. To jest pierwsza i główna przesłanka innowacyjności. Będziemy też sięgać po najnowsze zdobycze technologii nie po to, aby cieszyć oczy gadżetami, ale by realnie wspierały jakość życia mieszkańców w kluczowych obszarach funkcjonowania miasta. Jeśli więc mamy prowadzić politykę zieloną, to musimy wprowadzić cyfrową inwentaryzację zieleni w mieście. Jeśli mamy włączać mieszkańców w proces decyzyjny, być może powinniśmy zaproponować aplikację na telefon zapewniającą im bieżącą informację, co się w mieście dzieje i umożliwiającą zwrotny kontakt z organami samorządu. To zapewniłoby też feedback osobom realizującym zadania miasta. Powinniśmy dostarczyć narzędzia do głosowań, zbierania opinii. A w sprawach funkcjonowania infrastruktury miejskiej będziemy sięgać po nowoczesne metody zarządzania energią, ruchem w mieście drogowym itp.

W kampanii wyborczej wiele uwagi poświęcił pan komunikowaniu się z mieszkańcami poszczególnych osiedli. Czy to zapowiedź prowadzenia prawdziwej polityki ukierunkowanej na realizację rzeczywistych potrzeb mieszkańców, czy tylko kampania, jak to bywało w innych wielkich miastach?

Od niedawna mamy w Rzeszowie znacznie powiększoną powierzchnię miasta, naprawdę nie ma innej metody niż wyjść do osiedli i tam w porozumieniu z mieszkańcami wprowadzać funkcje oraz standardy cywilizacyjne, których lokalnie brakuje. Program, który zaprezentowałem w kampanii, choć obszerny jest realny i nie zawiera postulatów, których nie dałoby się zrealizować. Pierwsze z tych zadań już realizujemy, a kolejne będą wprowadzane do budżetu na najbliższych sesjach.

Ma pan wieloletnie doświadczenie samorządowe. Jakie bariery prawne powinny być usunięte, aby lokalne społeczności mogły się rozwijać sprawniej i szybciej?

Pierwszą i główną barierą są przepisy dotyczące gospodarowania przestrzenią. Miasta muszą dostać lepsze oprzyrządowanie do kształtowania przestrzeni i budowania relacji z inwestorami. Nakłania się nas do uchwalania planów, ale te powodują dla miasta zobowiązania finansowe przekraczające bieżące możliwości i w konsekwencji pojawia się dużo decyzji o warunkach zabudowy, z których chętnie korzystają deweloperzy. Potrzebne są nowe narzędzia zwiększające poczucie zaufania do samorządu i dające większe możliwości mieszkańcom, aby także oni, a nie tylko ci, co mają kapitał, mieli poczucie, że są w stanie wpływać na kształt swego otoczenia.

Nie wolno też iść w dalszą centralizację kraju. Zabieranie samorządom kompetencji i finansów to zjawisko wybitnie niedobre. Jeśli w wyniku zmian podatkowych, zwiększania kosztów funkcjonowania oświaty bez stosownych rekompensat, Rzeszów stracił 100 milionów złotych, to właśnie tej kwoty brakuje nam na zaspokajanie tych potrzeb, których mieszkańcy najbardziej oczekują, czyli właśnie podnoszących jakość życia. A więc chodzi o dostępność usług kulturalnych, sportowych, rekreacyjnych, edukacyjnych. Kiedyś niezwykle ważna była kwestia podstawowej infrastruktury komunalnej, dostęp do pracy, dziś, kiedy najdotkliwsze zapóźnienia infrastrukturalne zostały usunięte, kiedy jesteśmy coraz bardziej zamożni, zwracamy większą uwagę na potrzeby wyższego rzędu. Dlatego okrawanie miast z dochodów bieżących i wolnych środków jest dramatem. Podobnie jest z centralizowaniem szpitali, szkół, może nawet gospodarki śmieciowej, bo to powoduje, że tracimy wiarygodność u mieszkańców, która jest podstawą samorządu. A będzie ona odgrywała jeszcze większą rolę w nadchodzących wyborach politycznych. To nie jest dobry kierunek.

Czego życzyć panu na tę rozpoczętą kadencję?

Poproszę, żeby doba była troszkę dłuższa. Z resztą sobie poradzę.