Gospodarka Głos Gmin Wiejskich W samorządach

Gmina wiejska własnymi siłami uruchomiła komunikację autobusową

Sławomir Bukowski

18.10.2019

Zaczęło się od dowozu dzieci do szkół autobusami spółki komunalnej. Potem na tej bazie opracowano rozkłady jazdy, cenniki, autobusy wyposażono w kasy fiskalne i ruszyła komunikacja gminna. Karczmiska koło Kazimierza Dolnego są przykładem na to, jak władze gminy mogą efektywnie odpowiedzieć na prośby mieszkańców o transport publiczny.

Oczywiście droga do uruchomienia własnej komunikacji nie była aż tak prosta, jak wynika z pierwszych zdań. Ale zanim opowiemy, jak do tego doszło, cofnijmy się o dwadzieścia lat. W okolicach Karczmisk (woj. lubelskie) w latach PRL funkcjonowały dwa przedsiębiorstwa PKS: w Puławach oraz Opolu Lubelskim. Autobusy w barwach obu przewoźników każdego dnia objeżdżały sołectwa w gminach zapewniając dojazdy do pracy, szkoły czy po prostu do miasta. Oba PKS-y nie wytrzymały zmian rynkowych, a w ich miejsce dość szybko pojawili się prywatni przewoźnicy.

Dziś z Opola Lubelskiego, przez Karczmiska, Kazimierz Dolny i Puławy do Warszawy oraz do Lublina kursują busy. Jadą głównymi drogami, nie objeżdżają sołectw. Z Puław do Kazimierza Dolnego docierają też średnio raz na godzinę autobusy puławskiego MZK. Do oddalonych o 13 km Karczmisk – już nie. Ale nawet gdyby, nie dałoby się opracować trasy obejmującej zasięgiem wszystkie sołectwa. No i koszty byłyby nie do udźwignięcia dla małej wiejskiej gminy.

Mieszkańcy Karczmisk od zawsze korzystali z komunikacji. W okolicy nie było PGR-ów, do dziś dominują niewielkie, kilkuhektarowe gospodarstwa, dlatego w niemal każdej rodzinie ktoś dojeżdża do pracy do miasta. Gdy PKS-y padły, ludzie zaczęli kupować sobie samochody. Ale nadal był problem, jak zapewnić seniorom transport do lekarza do miasta. Starsi ludzie skazani byli na pomoc rodziny, sąsiadów.

Trzeba było dowieźć uczniów
Wójt Karczmisk Janusz Goliszek, z zawodu nauczyciel, wspomina pierwszą dużą reformę oświaty z 1999 roku i utworzenie gimnazjów. W Karczmiskach powstał zespół szkół, a gmina zaczęła organizować uczniom dojazdy. Kolejny etap reformy w Karczmiskach nastąpił w 2010 roku, kiedy podstawówki rozsiane po sołectwach przekształcono w placówki filialne. Był to z jednej strony sposób na ograniczenie kosztów, z drugiej próba ratowania małych placówek, gdzie do klas uczęszczało czasem po kilku uczniów. – Nie chcieliśmy ich likwidować, one pełnią bardzo ważną funkcję w lokalnych społecznościach. Przy szkołach utworzyliśmy zresztą przedszkola filialne, aby wzmocnić ich rolę i zapewnić opiekę także małym dzieciom – mówi wójt.

Z początku za transport do gimnazjów odpowiadał zespół szkół.  Dyrektor organizował konkursy na przewoźnika, wygrywał ten, który dał niższą cenę. Ale jakość usługi daleka była od zadowalającej. Autobusy były bardzo wyeksploatowane, awaryjne. W końcu gmina podjęła decyzję, że spróbuje transport zorganizować sama – siłami Zakładu Gospodarki Komunalnej, który został przekształcony w spółkę. ZGK dostał rok, aby przygotować się do zadania. Pierwszy autobus kupiła gmina i wniosła aportem do spółki. Pozostałe dwa – ZGK. To były używane pojazdy, ale w dobrym stanie.

– Spółka musiała zdobyć wszystkie uprawnienia, aby móc wykonywać zadania jako przewoźnik. I musiała stawać do przetargu rozpisywanego przez gminę na wykonywanie usługi dowozu dzieci do szkoły. Aby być konkurencyjną, musiała oferować korzystną cenę. Ale udało się, pomysł się sprawdził, zyskaliśmy kontrolę nad transportem szkolnym. A spółka się rozwijała, z czasem zaczęła też oferować usługi okolicznym gminom, startowała tam z sukcesem w przetargach, między innymi w Kazimierzu Dolnym, w Wilkowie – mówi Janusz Goliszek.

Transport publiczny
Wójt minimum dwa, trzy razy w roku uczestniczy w zebraniach wiejskich w każdym sołectwie. Mieszkańcy mają możliwość zadawania mu pytań, zgłaszania wniosków. I właśnie na takich zebraniach zaczęły pojawiać się prośby o komunikację gminną. Zwłaszcza starsi mieszkańcy skarżyli się, że jak to jest – przyjeżdża autobus szkolny, ma dużo wolnych miejsc, a kierowca nie zgadza się zabrać dorosłych. Nie trafiały do nich tłumaczenia, że takie są przepisy dotyczące bezpieczeństwa przewozu dzieci i młodzieży. Urząd gminy zaczął drążyć temat, jednak okazało się, że w klasycznej formule dowozu dzieci absolutnie nie ma mowy, aby ktoś do autobusu się dosiadał, mogą w nim przebywać tylko dzieci i opiekunowie. Jedynym rozwiązaniem było stworzenie komunikacji wewnętrznej – publicznej.

– I urząd, i spółka wykonały potężną pracę, aby przygotować koncepcję takiego transportu i ją wdrożyć. Spółka musiała zdobyć certyfikat przewoźnika publicznego, rada gminy podjąć stosowne uchwały, wprowadzić cennik, ustalić trasy, przystanki. Autobusy trzeba było wyposażyć w kasy fiskalne. Prace trwały półtora roku. W 2017 roku komunikacja zaczęła działać – mówi wójt. Najtrudniejszy do zdobycia był certyfikat kompetencji zawodowych w transporcie drogowym i transporcie osób, który wydaje Instytut Transportu Drogowego. Wcześniej trzeba przejść kilkumiesięczny kurs i zdać państwowy egzamin. Dziś ZGK może wozić ludzi nie tylko po Karczmiskach, ale po całej Polsce.

Linie autobusowe w Karczmiskach nie są liniami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Autobusy kursują bowiem zgodnie z rytmem roku szkolnego. Godziny odjazdów dopasowane są do potrzeb uczniów. Kursów na każdej linii jest kilka dziennie. Ale jechać może każdy, kto kupi bilet u kierowcy. No i autobusy nie kursują w weekendy, a także w trakcie ferii i wakacji. Cztery linie obsługiwane są dużymi autobusami, piąta – gminnym busem. Co ciekawe, dzięki temu, że transport ma charakter publiczny, gmina otrzymuje bonus z urzędu marszałkowskiego w postaci refundacji ulgowych biletów miesięcznych dla uczniów. Obecnie roczne wydatki gminy na utrzymanie transportu to około 300 tys. zł – tyle płaci swojej spółce.

Komunikacja czy żłobek?
Ale ludzie nadal narzekają, chcą żeby autobusy kursowały cały rok. Oczekują też zwiększenia częstotliwości kursów. Regularnie zgłaszają wójtowi takie prośby na zebraniach wiejskich. –Wszystko rozbija się o pieniądze. W praktyce wyglądałoby to tak, że dużymi autobusami, które są paliwożerne, podróżowałoby zaledwie kilkoro pasażerów. Autobusy muszą być pojemne, bo w ciągu roku szkolnego wożą dzieci. Na kolejne zakupy taboru ani nas, ani spółki w tej chwili nie stać. A nie jesteśmy na tyle bogatą gminą, aby pozwolić sobie na finansowanie pustych przewozów – mówi wójt.

Roczny budżet Kaczmisk to około 26 mln złotych. Janusz Goliszek: – To może sprawiać wrażenie, że jesteśmy zamożni, ale w rzeczywistości tak nie jest. Miarą zamożności jest poziom dochodów własnych, a te są na poziomie 4 mln zł. Wydatków i oczekiwań mieszkańców jest bardzo dużo. Rozbudowaliśmy sieć przedszkoli i dziś zapewniamy miejsca wszystkim chętnym. Mamy własny żłobek, a w nim 40 dzieci. Utrzymanie żłobka kosztuje nas 600 tysięcy złotych rocznie. A co dla ludzi jest ważniejsze: żłobek czy autobusy? Podejrzewam, że to pierwsze. Zresztą dziś zastanawiamy się nawet, czy nas stać na dalsze utrzymywanie żłobka. Kiedy kilka lat temu zapadała decyzja o jego budowie, rząd obiecywał, że rok w rok będą rosły dotacje na prowadzenie takich placówek, ale tak się nie stało, a my zostaliśmy z ogromnymi wydatkami – tłumaczy wójt.

Jak mówi, gmina nie ma możliwości zwiększenia dochodów własnych. Z powodu rozdrobnionej własności gruntów ma kłopot z pozyskaniem terenów na przykład pod strefę inwestycyjną. Dlatego mamy alternatywę: albo wydatki na sferę budżetową (żłobek, przedszkole), albo inwestycje i między innymi rozwój transportu publicznego. Aktualna flota ZGK Karczmiska to osiem autobusów – głównie marek Mercedes-Benz i Setra. Jak mówił Zbigniew Zabroń, szef ZGK w Karczmiskach w rozmowie z lokalnym portalem, kursy są tak ustawione, aby ludzie mogli z pracy wrócić do domu. Przeciętnie z każdego kursu, poza uczniami, korzysta od 8 do 10 osób. Bilet w autobusach ZGK na odcinku do 3 km kosztuje 2 zł.