Rozmowy Wspólnoty

Globalni inwestorzy otwierają przed nami nowe możliwości

Fot. UM Rumia

Rozwijamy gospodarkę i wzmacniamy własny potencjał, a dzięki temu budujemy bezpieczeństwo – mówi burmistrz Rumi Michał Pasieczny, tłumacząc ideę Zielonych Okręgów Przemysłowych. Opowiada także o tym, dlaczego Rumia wciąż przyciąga nowych mieszkańców, jak zamierza wykorzystać szanse związane z metropolią pomorską i dlaczego rozwój gospodarczy jest dziś najlepszą polityką społeczną.

Dlaczego Rumia tak mocno zabiegała o utworzenie związku metropolitalnego?

Metropolia daje szansę na jeszcze większą współpracę samorządów, ale przede wszystkim oznacza dodatkowe środki. Dla nas najważniejszy jest transport publiczny. W samym rdzeniu metropolii autobusy, trolejbusy, tramwaje czy SKM kursują bardzo często, natomiast u nas autobusy w godzinach szczytu jeżdżą co 25 minut. Są też linie kursujące tylko raz na godzinę. Po prostu nie stać nas dziś na większą liczbę połączeń. Jeśli chcemy się rozwijać, musimy być dobrze skomunikowani z Trójmiastem. Dodatkowe środki stwarzają szansę nie tylko na lepszą integrację systemu transportowego, ale przede wszystkim na uruchomienie nowych linii i zwiększenie częstotliwości kursów.

To ważne nie tylko dla Rumi. W pobliskich gminach są miejsca, gdzie autobus kursuje zaledwie cztery razy dziennie. Dzieci nie mogą przez to dojechać na zajęcia dodatkowe ani rozwijać swoich pasji. To trzeba zmienić.

Przed nami jeszcze rozmowy o podziale tych pieniędzy. Jestem zwolennikiem prostego podejścia – gdybym miał wybierać między bardzo kosztowną integracją biletową a większą liczbą kursów, postawiłbym na to drugie. Zresztą dokładnie to samo słyszę od młodzieży. Dla nich najważniejsze jest to, aby autobusy, pociągi i trolejbusy kursowały częściej. Dzisiaj zakup biletu nie stanowi problemu, większość osób korzysta ze smartfonów i aplikacji biletowych.
 

Pomorskie samorządy od lat współpracują w wielu obszarach. Co metropolia wniesie do tej współpracy?

Dodatkowe środki zawsze są impulsem do działania. Już dziś w ramach Stowarzyszenia Obszar Metropolitalny Gdańsk–Gdynia–Sopot realizujemy projekty finansowane z bardzo dużych środków unijnych – zarówno inwestycyjne, jak i społeczne. Ten model współpracy sprawdza się bardzo dobrze. Ustawa pozwoli również wejść na wyższy poziom i realizować przedsięwzięcia, których pojedynczy samorząd nie byłby w stanie udźwignąć.
 

Nie obawia się pan dominacji największych miast – Gdańska i Gdyni?

Od lat współpracujemy i do tej pory nie dochodziło do większych konfliktów. Historycznie Gdańsk i Gdynia rywalizowały ze sobą, ale dziś ta współpraca układa się lepiej. W stowarzyszeniu zrzeszonych jest ponad 60 samorządów. Biuro Obszaru Metropolitalnego działa sprawnie i transparentnie, a mniejsze gminy są na bieżąco włączane w prace. Nie widzę więc zagrożenia dominacją największych miast. Poza tym ustawa została dobrze skonstruowana i zawiera odpowiednie mechanizmy zabezpieczające. Gdyby mniejsze samorządy chciały przeforsować rozwiązania nieakceptowane przez większe miasta, wystarczy sześć lub siedem największych samorządów, aby je zablokować. Z kolei około trzydziestu mniejszych gmin również może skutecznie zablokować decyzje największych miast. To pokazuje, że system jest wyważony. Nie wierzę, aby dochodziło tu do politycznych rozgrywek.
 

Jednym z argumentów za utworzeniem metropolii jest przeciwdziałanie depopulacji. Tymczasem Rumia jest wyjątkiem - liczba mieszkańców stale rośnie. Jaki jest państwa sposób na przyciąganie nowych mieszkańców?

To nie jest efekt jednej decyzji. Najpierw stworzyliśmy miejsca pracy. Przygotowaliśmy strefę inwestycyjną, uzbroiliśmy tereny, wybudowaliśmy drogi i dzięki temu przyciągnęliśmy inwestorów. Powstało około 1200 nowych miejsc pracy. Oznacza to nie tylko większe wpływy do budżetu miasta, ale także korzyści dla lokalnych przedsiębiorców, ponieważ mieszkańcy pracują i wydają pieniądze na miejscu.

Równocześnie bardzo mocno postawiliśmy na jakość życia. Zależy nam na tym, aby w Rumi po prostu dobrze się mieszkało. Dlatego inwestujemy nie tylko w sport, lecz także w kulturę i ofertę spędzania wolnego czasu. Widzę, że mieszkańcy to doceniają. Byłem naprawdę zaskoczony, kiedy na koncercie muzyki klasycznej i pieśni patriotycznych pojawiło się blisko tysiąc osób. To pokazuje, że warto proponować wydarzenia na wysokim poziomie. Kultura naprawdę buduje wspólnotę i pozytywnie wpływa na rozwój miasta.

Bardzo ważnym elementem jest również mieszkalnictwo. Od początku prowadzimy z deweloperami twarde, ale partnerskie rozmowy. Nie utrudniamy inwestycji, oczekujemy jednak, że będą współtworzyć miasto. Dzięki temu powstają nie tylko mieszkania, ale również drogi, oświetlenie czy place zabaw. Deweloperzy angażują się także w życie społeczne, wspierając programy dla seniorów, sport dzieci i młodzieży oraz miejskie wydarzenia. Nie ma u nas tak silnej niechęci do deweloperów jak w wielu innych miastach. Efektem tej współpracy jest lepsza tkanka miejska – więcej zieleni, wiat rowerowych, parkingi ukryte w halach garażowych i wyższy standard zabudowy. Okazało się również, że mieszkańcy są gotowi zapłacić więcej za lepszą jakość i właśnie takie mieszkania sprzedają się najlepiej.

Znaczenie ma także nasze sąsiedztwo z Gdynią. W mojej ocenie polityka mieszkaniowa tego miasta nie odpowiada w pełni na potrzeby rynku, dlatego część osób poszukujących nowego mieszkania wybiera właśnie Rumię i okolice. To działa na naszą korzyść, ale tylko do pewnego momentu. Zbyt szybki napływ mieszkańców oznacza konieczność budowy kolejnych przedszkoli, szkół i żłobków, a to już dziesiątki milionów złotych wydatków. Dlatego zbyt dynamiczny rozwój również jest dużym wyzwaniem.
 

Rumia bywa nazywana sypialnią Gdyni. Nie przeszkadza panu takie określenie?

Nie. Słowo „sypialnia” mi się bardzo dobrze kojarzy. Coraz więcej osób pracuje jednak na miejscu i nie musi wyjeżdżać do Gdyni. Dzisiaj mieszkańcy coraz więcej spraw mogą załatwić w Rumi. Mamy pełną ofertę usług, sportu, kultury i spędzania wolnego czasu, często z lepszą dostępnością niż w większych miastach.

Bardzo dużą rolę odgrywają u nas organizacje pozarządowe i wolontariusze. Sam wywodzę się ze sportu i działalności społecznej, dlatego wiem, jak ważne jest wspieranie takich inicjatyw. To one budują lokalną wspólnotę i sprawiają, że mieszkańcy chcą utożsamiać się z miastem.

Równie ważny jest biznes. Zależy mi na tym, aby przedsiębiorcy mieli jak najlepsze warunki do inwestowania. Jeśli biznes dobrze się rozwija, później wspiera również sport, kulturę i lokalne inicjatywy społeczne. Dlatego staramy się nie tylko sprawnie prowadzić postępowania administracyjne, ale także realnie pomagać inwestorom. Często potrzebują oni wręcz przewodnika po skomplikowanych procedurach. Mamy pełnomocnika ds. obsługi inwestora, który prowadzi przedsiębiorców przez cały proces – od uzgodnień dotyczących mediów, poprzez kontakty z Wodami Polskimi i Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, aż po uzyskanie pozwolenia na budowę. Chcemy, aby inwestor nie został sam z biurokracją. Dzięki temu Rumia staje się nie tylko dobrym miejscem do życia, ale również do prowadzenia działalności gospodarczej.
 

Jesteście jednym z samorządów tworzących Zielony Okręg Przemysłowy Kaszubia. Co to oznacza dla miasta i jego mieszkańców?

Dla mnie Zielone Okręgi Przemysłowe są współczesnym odpowiednikiem specjalnych stref ekonomicznych. To rządowy projekt, który ma połączyć rozwój gospodarczy z bezpieczeństwem państwa. Uważam, że Ministerstwo Obrony Narodowej obrało właściwy kierunek. Jeżeli na bezpieczeństwo mają być przeznaczane duże środki, wcześniej muszą pojawić się odpowiednio wysokie wpływy podatkowe. A te są możliwe tylko wtedy, gdy rozwija się gospodarka. To zdrowy model oparty na prostej zasadzie: najpierw wytwarzamy, rozwijamy gospodarkę i wzmacniamy własny potencjał – w tym regularne większe dochody z podatków, a dzięki temu budujemy bezpieczeństwo.

Rumia znalazła się w ZOP Kaszubia nieprzypadkowo. Jesteśmy naturalnym zapleczem Portu Gdynia. Na zachód od portu znajduje się około 100 ha terenów inwestycyjnych w Gdyni, blisko 500 ha w gminie Kosakowo, 130 ha w Rumi, a dalej są kolejne tereny w Redzie i gminie Puck. To jedne z największych niezabudowanych obszarów, które mogą służyć rozwojowi przemysłu i usług.

Mam nadzieję, że pójdą za tym również inwestycje infrastrukturalne. Kluczowe będzie przedłużenie Obwodnicy Trójmiasta i Drogi Czerwonej nie tylko do portu, ale także w kierunku Rumi, Redy, Pucka i Władysławowa. Jeśli wykorzystamy ten potencjał, możemy stać się jednym z najważniejszych ośrodków rozwoju gospodarczego w Polsce. Skorzysta na tym nie tylko nasz region, ale cały kraj.
 

To wciąż stosunkowo nowy projekt. Czy już dziś można wskazać konkretne korzyści?

Pierwsze efekty już widać. Do tej pory Rumia i spółka Rumia Invest Park korzystały głównie ze wsparcia regionalnego, na przykład Agencji Rozwoju Pomorza. Z poziomu administracji centralnej praktycznie go nie odczuwaliśmy. Dzisiaj to się zmienia. Pojawiają się pierwsze kontakty z dużymi międzynarodowymi firmami. Dobrym przykładem jest norweski Kongsberg, światowy lider technologii morskich i obronnych, który analizuje różne lokalizacje w Polsce, w tym również Rumię. To pokazuje, że wchodzimy na zupełnie inny poziom. Do tej pory do naszej strefy inwestycyjnej trafiały głównie firmy lokalne, dziś rozmawiamy z globalnymi inwestorami.

Najbardziej zależy mi na tym, aby mieszkańcy mogli znaleźć zatrudnienie w takich zakładach. Oferują one często wynagrodzenia znacznie wyższe niż średnia na lokalnym rynku. Dla każdego samorządowca dobrobyt mieszkańców powinien być priorytetem. Im wyższe dochody mieszkańców, tym większe wpływy z podatków do budżetu miasta, a to oznacza więcej środków na inwestycje i usługi publiczne.

Równolegle trwają prace nad rozwiązaniami, które mają ułatwić realizację strategicznych inwestycji. Mówi się między innymi o skróceniu czasu wydawania decyzji środowiskowych oraz nowych instrumentach wspierających rozwój takich obszarów. Uważam, że inwestycje związane z bezpieczeństwem państwa powinny być rozpatrywane w trybie priorytetowym – maksymalnie w ciągu 30 dni, a nie przez wiele miesięcy czy nawet lat.

Specjalne strefy ekonomiczne w obecnej formule będą stopniowo wygaszane. Wiele wskazuje na to, że Zielone Okręgi Przemysłowe staną się jednym z najważniejszych narzędzi wspierania rozwoju gospodarczego.
 

Pomorze może stać się nowym centrum przemysłowym Polski?

Jest na to duża szansa. W najbliższych latach na Bałtyku powstaną morskie farmy wiatrowe o łącznej mocy około 15–16 GW. Do tego dochodzi planowana elektrownia jądrowa o mocy ok. 3MW. Oznacza to, że Pomorze stanie się jednym z najważniejszych producentów energii w kraju. To z kolei przyciąga przemysł. Firmy zawsze szukają miejsc z dobrą infrastrukturą i dostępem do energii. Jeżeli będzie ona produkowana właśnie tutaj, ekonomicznie uzasadnione stanie się lokowanie nowych zakładów w tym regionie, a nie setki kilometrów dalej.

Może powtórzyć się historia Górnego Śląska, tyle że w nowoczesnym wydaniu. Kiedyś wokół górnictwa rozwijał się przemysł ciężki, dziś podobną rolę mogą odegrać energetyka morska, porty i nowoczesne technologie. A tam, gdzie powstają nowe zakłady, pojawiają się miejsca pracy i rozwija się lokalna gospodarka.

Widzieliśmy to podczas wizyty studyjnej w Hiszpanii. Zwiedzaliśmy okolice elektrowni jądrowych i tamtejsi mieszkańcy nie wyobrażają sobie już funkcjonowania bez takich inwestycji. Wręcz liczą na to, że gdy jeden blok będzie wygaszany, powstanie kolejny. To pokazuje, jak silnym impulsem rozwojowym mogą być tego typu przedsięwzięcia.

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane