Osoby publiczne zatrudnione w urzędach czy politycy muszą liczyć się z surowszymi ocenami i komentarzami w cyfrowym świecie. Należy jednak wystrzegać się memów, które przekraczają cienką granicę ironii czy żartu i mogą obrażać osobę czy narażać ją na dyskryminację, utratę zaufania w środowisku, miejscu pracy. Wówczas, niestety, mamy do czynienia z godzeniem w dobra osobiste, a jeśli wykorzystujemy do tego cudzy utwór, to także z naruszeniem prawa autorskiego. Serfując w internecie i tworząc memy łatwo przekroczyć nie tylko granice dobrego smaku, ale nawet zasady wyznaczone przez prawo chroniące wizerunek, prywatność, godność osoby przedstawionej w negatywnym świetle.
Częstym polem konfliktów są krytyczne opinie, czy inne informacje w sieci szkodzące wizerunkowi firmy czy urzędu. Tu wkraczamy w obszar kodeksu pracy, który, o czym pracownicy często zapominają, nakazuje przestrzegać zasad współżycia społecznego także poza naszym biurkiem w firmie, jeśli mogłoby to zaszkodzić pracodawcy. Dbanie o dobre imię pracodawcy, zachowanie poufności danych, wystrzeganie się zachowań i wypowiedzi szkodzących jego wizerunkowi, to obowiązki nakładane przez przepis art. 100 kodeksu pracy. Takie zachowania, postrzegane jako godzące w reputację pracodawcy czy urzędu, jeśli są związane bezpośrednio z wykonywaną pracą, mogą nas drogo kosztować. Przełożony ma bowiem prawo uznać je za naruszenie obowiązków pracowniczych i ukarać pracownika karą porządkową. A w szczególnie drastycznych przypadkach nawet zastosować dyscyplinarne zwolnienie.
Warto przypomnieć, że urzędnicy administracji publicznej, a więc także samorządowej, podlegają surowszej ocenie za swoje publikacje w internecie niż przeciętny obywatel. Jeśli urzędnik uczestniczy w internetowych konwersacjach zawierających ksenofobię, rasizm, czy wypowiedzi godzące w dobra osobiste, to nawet będąc aktywny w domu, poza godzinami pracy, za takie wpisy będzie ponosił konsekwencje, nawet ryzyko utraty pracy. W orzecznictwie sądowym takie zachowania urzędników uważane są za podważające zaufanie do organów administracji publicznej.
Przedmiotem kontrowersji jest gromadzenie i wykorzystywanie przez pracodawców wpisów zamieszczanych przez pracowników na portalach społecznościowych, zwłaszcza tych krytycznych. Pracodawcy często uznają, że pojawiające się tam informacje szkodzą firmie i wobec tego mogą ukarać pracownika, a nawet pozbawić go zatrudnienia. W orzecznictwie sądowym mamy przykłady rozstrzygnięć, które pozwalają pracodawcy uznać wpisy pracowników za naruszające jego dobra oraz obowiązującą w firmie politykę medialną, co niestety skutkuje przykrymi konsekwencjami. Wielu pracodawców stara się ucywilizować obecność pracowników w internecie tworząc regulaminy, dające wskazówki zachowań wobec firmy w mediach społecznościowych. Orzecznictwo sądowe uznaje bowiem, że prywatne profile, gdzie publikowane są informacje o miejscu pracy, zwłaszcza te niepochlebne, obraźliwe, naruszające dobre imię firmy, mogą pracownika drogo kosztować. Co więcej, pracodawca może oceniać wizerunek podwładnego uwzględniając jego aktywność w mediach społecznościowych przy awansach, czy w ogóle rozważać kandydaturę osoby do zatrudnienia.
Pamiętajmy, że aktywność w mediach społecznościowych nie jest anonimowa, a pracodawca może nasz wizerunek oceniać i wyciągać wnioski, nie zawsze dla nas korzystne.
*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”








