W samorządach

Czy reforma uzdrowi gospodarkę odpadami?

Obraz autorstwa magnific.

W 2023 r. prawie 696 gmin zostało ukaranych za nieosiągnięcie poziomu recyklingu, czyli za niewydolność systemu, który stworzyła administracja centralna. Samorządy nie mają realnego wpływu na jego organizację, a ponoszą dotkliwe konsekwencje finansowe.

Szara strefa w gospodarce odpadami funkcjonuje  w najlepsze, a jej źródłem są wadliwe regulacje prawne, bierność organów egzekucyjnych, fikcyjny recykling i sprawozdawczość oraz urzędnicze zaniechania. W ten sposób odpady, które powinny podlegać rzeczywistemu zagospodarowaniu, znikają  w szarej strefie. Gminy, a więc my, jako mieszkańcy, ponosimy tego koszty.

To wnioski z raportu „Szara strefa w Polsce. Gospodarka odpadami. Efekt zaniedbań urzędniczych i wadliwej polityki regulacyjnej”, opublikowanego przez Warsaw Enterprise Institute, którego autorem jest Andrzej Strojny. Raport ukazuje anatomię zaniedbań proceduralnych i urzędniczych oraz ich konsekwencje dla środowiska i finansów publicznych, szczególnie dla samorządów. W naszym kraju odpady znikają, bo ich ewidencja i monitoring odbywają się wyłącznie na papierze. Skala tego zjawiska szacowana jest od 30 do 40 proc. wartości całego rynku. 

W szarej strefie funkcjonuje w najlepsze nielegalny obrót opakowaniami, handel fałszywymi kwitami potwierdzającymi recykling czy kompostowanie odpadów, które zostały spalone. O bałaganie świadczą rozbieżności w danymi dotyczącymi odpadów komunalnych, bo informacje wypływające z gmin oraz z instalacji przetwarzających wzajemnie się wykluczają. Mamy więc do czynienia z fałszywą oceną, ile surowców odzyskujemy i co się dalej dzieje z odpadami zmieszanym, co sprawia, że cały system ROP nie jest wiarygodny. Ponosimy ogromne koszty (ok. 9 mld zł) z tytułu wpłaty do budżetu UE od tworzyw sztucznych, które nie zostały u nas poddane recyklingowi. 

Brakuje skutecznego elektronicznego systemu dokumentów potwierdzających recykling. Mimo zmian wprowadzonych w 2026 r., pozwala to firmom handlować fikcyjnymi dokumentami. Warto podkreślić, że od 2020 r. aż 1664 gminy zostały ukarane za brak wymaganych poziomów recyklingów. A karane są za to, na co nie mają żadnego wpływu, czyli za niewydolność systemu stworzonego przez administrację centralną. 

Mamy duże kłopoty z wiarygodnością sprawozdawczą, co podkreśla autor raportu. Polska w 2022 r. oświadczyła, że mamy wskaźnik selektywnej zbiórki plastikowych butelek 
na poziomie 100 proc., co uwzględniono w sprawozdawczości dla UE. Prześcignęliśmy w tym względzie przodujące kraje skandynawskie. Cóż, nie uwzględniamy, niestety, porzuconych butelek w przydrożnych rowach czy lasach. 

Na wszystkie te anomalie i dysfunkcje systemu gospodarki odpadami lekarstwem ma być projekt ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. Ma on przenieść koszty ich zbiórki oraz zagospodarowania z gmin i mieszkańców na producentów. To wielce scentralizowany system, który uczyni z NFOŚiGW centralnego operatora oraz wprowadzi podatek pod postacią opłaty opakowaniowej. Projektowane przepisy spotkały się jednak z krytyką nie tylko przedsiębiorców, ale także samorządów i ekspertów. Alarmują, że skoncentrowanie finansów w państwowym funduszu utrwali biurokrację, zabije konkurencyjność oraz uniemożliwi kontrolę nad ich środkami, którymi będzie gospodarował fundusz. 

Opłata opakowaniowa to nowy powszechny podatek, ale wprowadzany z ominięciem konstytucyjnych wymogów, jakie są wymagane przy uchwalaniu takich danin. Z tej opłaty gminy oraz instalacje komunalne, podmioty odbierające i recyklerzy mają uzyskiwać pieniądze. Ale fundusz jako monopolista nie będzie odpowiadał za nieterminowe wpłaty do gminnych kas, bo nie ma gwarancji dla pokrycia dodatkowych kosztów poniesionych przez gminy. Samorządy pozbawione refundacji będą mogły jedynie słać skargi do nadzorcy funduszu, czyli Ministerstwa Klimatu i Ochrony Środowiska. Przypominam, że gminy będą miały refundowane koszty już poniesione, co dla wielu z nich oznacza duże kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej w roku budżetowym. Będą trudności z planowaniem budżetów, bo prawo nie pozwala zaciągać zobowiązań na pokrycie takich wydatków ze środków niepewnych, a takimi będą przelewy z funduszu. Podobnie będzie z zawieraniem wieloletnich umów z wykonawcami usług w oczekiwaniu na refundację, bo to oznacza naruszenie dyscypliny finansów publicznych, na co gmina nie ma żadnego wpływu. Projekt stworzy problemy w sferze zamówień publicznych, bo gmina, aby ubiegać się o refundację, powinna dysponować szczegółowymi kosztami wykonawcy odbioru odpadów, a to często jest tajemnicą przedsiębiorstwa.

My, jako mieszkańcy, zapłacimy wyższe ceny za produkty w opakowaniach, bo to na nas producenci przerzucą zwiększone koszty. Stąd autor raportu ostrzega, że proponowane reformy nie uzdrowią gospodarki odpadami. Jego zdaniem, należy przywrócić warunki uczciwej konkurencji na rynku odpadów. Ma temu sprzyjać nie nowy podatek, a uczciwa konkurencja, transparentność i równe prawo wobec wszystkich uczestników rynku. Raport przedstawia konkretne propozycje rozwiązań. To ważny głos w dyskusji o kształcę reformy naszej gospodarki odpadami, która dziś przysparza tak wielu kłopotów i jest niezwykle kosztowna.


*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane