Nie ma jednolitych zasad, jak wypłacać diety za miesiące, kiedy rady i komisje się nie zbierały. Nie ma nawet zgody co do tego, czy uchwały w sprawie diet są aktami prawa miejscowego, a więc czy powinny być publikowane w Wojewódzkim Dzienniku Urzędowym. Są także różnice w ustalaniu podstawy do wyliczenia maksymalnych stawek diet.
Powstaje dylemat dotyczący prawa do diety w sytuacji, gdy sesje organizowane są poza godzinami pracy, np. po południu czy wieczorem. W takich przypadkach jej wypłata koliduje z zasadą, że ma ona być rekompensatą za uszczerbek finansowy. A co z radnymi, którzy w ogóle nie pracują, są emerytami albo rencistami, przedsiębiorcami? Tutaj trudno mówić o kolizji z pracą zawodową, z kolei przedsiębiorca sam reguluje sobie godziny zajęć biznesowych. Czy emeryci i renciści w ogóle nie powinni mieć prawo do diety, bo przecież żadnego uszczerbku w dochodach nie doznają? Funkcja kompensacyjna w ogóle tu bowiem nie występuje.
Dziś praktyka ustalania zasad wypłaty diet pokazuje, że to swoiste quasi-wynagrodzenie, a nie wyłącznie rekompensata za ponoszone koszty czy utracone korzyści. Koncepcja powiazania wypłaty diety z udziałem sesji i pracy w komisjach pomija inne aktywności radnego, chociażby spotkania z mieszkańcami, przygotowywanie się do wystąpień podczas sesji czy komisji, sporządzania interpelacji itp.
Idąc dalej, obecny system uzależnia wysokość diet od liczby mieszkańców JST, czyli mamy kryterium wielkości wspólnoty samorządowej. Natomiast uszczerbek na wynagrodzeniu radnego w mniejszej gminie może być wyższy niż w Warszawie, jednak obecny system tego nie uwzględnia. Nie ma więc znaczenia kwota utraconego przez radnego wynagrodzenia.
Przeglądając uchwały w sprawie diet spotykamy się z najróżniejszymi systemami potrąceń za nieobecności, różne są regulacje co do wypłat za miesiące bez sesji czy posiedzeń komisji, wreszcie wyliczenia potrąceń za niepełne miesiące, co zdarza się na początku kadencji.
Samorządy nie mają jednolitego systemu ustalania liczby mieszkańców. Kogo uznać za mieszkańca – czy tylko osobę zameldowaną na pobyt stały? Co z posiadaczami kilku mieszkań, bezdomnymi? W orzecznictwie NSA mamy wyraźne wskazanie, że należy kierować się zasadami opisanymi w ustawie o statystyce publicznej. Tymczasem gminy powołują się na rejestr PESEL, czy nawet rejestr wyborców. Niewątpliwie istnieje pilna potrzeba ustawowego rozstrzygnięcia, jakie ma być źródło ustalenia liczby mieszkańców, aby wyeliminować różnorodną praktykę.
Czas wreszcie zlikwidować ten bałagan interpretacyjny. Wprowadzenie diet o charakterze ryczałtowym, co postuluje Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych, wyeliminowałoby funkcjonujące dziś rozbieżne zasady ich ustalania i wypłacania.
*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”







