Niewiele ponad rok pełni pan funkcję burmistrza, jest pan młodym samorządowcem w porównaniu do wielu kolegów, którzy od lat pracują na tych stanowiskach. Jak się panu podoba praca w samorządzie?
Bardzo dziękuję za to podkreślenie, faktycznie, jestem młodym samorządowcem. Jako przedsiębiorca osiągnąłem w swojej branży wiele. Jestem osobą energiczną i zaangażowaną, lubię wyzwania. Pracę w samorządzie też traktuję jako wyzwanie. Nie jest ona łatwa, ale nie spodziewałem się, że będzie prosto. To ciekawa i dynamiczna praca, pełna codziennych wyzwań.
Ponieważ przyszedł pan z biznesu, rozumiem, że świeże spojrzenie na samorząd jest ciekawe także dla innych. Jakie różnice widzi pan między biznesem a samorządem, na przykładzie takiego przedsięwzięcia jak Chmielaki?
Jako przedsiębiorca, mówiąc kolokwialnie, zderzam się tu ze ścianą, z ograniczeniami wynikającymi z przepisów. To mnie frustruje i przytłacza. W przedsiębiorstwie decyzje podejmowałem jednoosobowo. Sukces był mój, porażka też była moja. Dziś, jeśli jest sukces, to jest to sukces wielu osób, a jeśli porażka – to moja. To ogromna różnica. Do tego dochodzą czasochłonne procedury. Bardziej doceniam teraz pracę urzędników. Jako przedsiębiorca często nie rozumiałem, że czegoś „nie da się zrobić”. Dziś wiem, że to nie ich wina, lecz systemu.
Jaki jest budżet Chmielaków?
Jest ruchomy – zmienia się w trakcie, bo pojawiają się koszty, których nie da się wcześniej zaplanować. Średnio oscyluje wokół 2 mln zł.
Powiedzmy czytelnikom, czym są Chmielaki. Czy można je nazwać polskim Oktoberfest?
Dokładnie. To najstarszy festiwal piwny w Polsce. W tym roku zorganizowaliśmy 54. edycję, która wystartowała 22 sierpnia. Na rynku rozstawia się 60 browarów, są dwie sceny, przyjeżdżają artyści. Odbywa się tu największy Konsumencki Konkurs Piw (w tym roku do oceny zgłoszono ponad 450 piw), a zdobyte przez browary medale stanowią dla nich ogromny prestiż. Przez trzy dni miasto świętuje nie tylko piwo, ale także kulturę i lokalne atrakcje. Mamy mnóstwo imprez towarzyszących: Półmaraton Chmielakowy, Ogólnopolski Zlot Paralotniarzy „Chmieloty”, Wybory Miss Chmielaków, Korowód Chmielakowy, pokaz zabytkowych samochodów, sesję chmielarską, ogólnopolski kiermasz twórczości ludowej. Festiwal gości około 100 tysięcy osób.
Z biznesowego punktu widzenia zapytam: Chmielaki przynoszą zysk czy stratę?
Nigdy nie były imprezą przynoszącą zysk finansowy. Wartości takie, jak promocja wizerunku miasta i atrakcje dla mieszkańców, są nie do przecenienia. W 2024 roku zamknęliśmy bilans z ok. 200 tys. zł na minusie. Przy wydarzeniu tej skali uważam, że to niewielki koszt. Są samorządy, które wydają o wiele więcej i nie uzyskują żadnego efektu.
Wiem, że w tym roku kilka spółek Skarbu Państwa się wycofało. Czy trudno było znaleźćinnych sponsorów?
Raczej należałoby powiedzieć, że nie odnowiły wsparcia na takim poziomie jak wcześniej. Lukę udało się uzupełnić prywatnymi sponsorami. Mam dużo kontaktów z przedsiębiorcami i wielu odpowiedziało pozytywnie na prośbę o wsparcie. Nasze główne źródła dochodu to sprzedaż stoisk handlowych i sponsorzy. Dzięki temu budżet się spina – około 1,8 mln zł mamy z biletów, stoisk i sponsorów, a z budżetu miasta dokładamy resztę.
Kto administracyjnie prowadzi sprzedaż stoisk?
Miasto i Krasnostawski Dom Kultury. Miasto sprzedaje stoiska handlowe, a Dom Kultury miejsca dla browarów. Wszystko później bilansujemy, a pełne sprawozdanie przedstawiamy radnym na sesji.
Jak wyglądają takie sesje rozliczeniowe?
To zależy od układu w radzie. Mam troje radnych ze swojego komitetu i dwunastu z komitetu opozycyjnego. Początki były trudniejsze, teraz część radnych dostrzega pozytywne strony mojej pracy. Pytania bywają dociekliwe, ale to naturalne, bo radni muszą rozliczać burmistrza i odpowiadają przed mieszkańcami.
Czy lokalni przedsiębiorcy mają preferencje w sprzedaży stoisk?
W tym roku wprowadziliśmy zasadę, że pierwszego dnia sprzedaży stoiska można było kupować wyłącznie stacjonarnie, aby lokalni przedsiębiorcy mieli łatwiejszy dostęp do lepszych miejsc. Ostatecznie oni nie przyszli, a przed urzędem ustawili się przedsiębiorcy z całej Polski. Radni pytali nawet, czy to protest albo pikieta.
Jak mieszkańcy reagują na Chmielaki?
Trzeba by ich samych zapytać. Z moich obserwacji i rozmów wynika, że część się cieszy, a część jest imprezą zmęczona. Uciążliwe bywają loty paralotniarzy, jedni się nimi zachwycają, inni skarżą na hałas. Seniorzy chętnie korzystają z drugiej sceny i występów zespołów biesiadnych. Młodsi wybierają koncerty rozrywkowe. Staramy się, aby każdy znalazł coś dla siebie. Oczywiście, nie da się wszystkim dogodzić, więc choć część osób uwielbia Chmielaki, inni wyjeżdżają z miasta, by przeczekać hałas.
W tym roku postawiliście na promocję, zapraszając telewizję śniadaniową. Jakie były koszty tej współpracy?
Telewizja była obecna dzięki sponsorowi, prywatnemu przedsiębiorcy. To on zapewnił, że mieliśmy relacje na żywo w ogólnopolskiej telewizji. Miasto nie zapłaciło za to ani złotówki. Z tego co wiem, wartość kontraktu z telewizją była duża.
W biznesie chodzi o zarabianie, w samorządzie raczej o wydawanie pieniędzy. Jak pan się w tym odnajduje?
Aby wydawać pieniądze, trzeba je najpierw mieć. W Krasnymstawie wydajemy więcej niż zyskujemy. Podstawowe źródła dochodów miasta to podatki lokalne i PIT, niestety, podatki zastałem na niskim poziomie. Zdecydowałem się na podniesienie podatku od nieruchomości i opłat za odpady, co nie podobało się radnym. Ale fakty są takie, że mamy jedne z najniższych stawek, a do gospodarki odpadami musimy dokładać. Dlatego zmuszeni jesteśmy szukać nowych źródeł dochodów. Zauważyłem, że w mieście brakuje terenów przemysłowych. Stąd jedną z moich decyzji przy opracowywaniu planu ogólnego było wyznaczenie strefy przemysłowej. Wraz z budową drogi S17 chcemy stworzyć obszar przy trasie, by przyciągać inwestorów. To kluczowe dla nowych miejsc pracy i dochodów miasta.
Jak w warunkach nowej ustawy o finansach JST ocenia pan zdolność finansową samorządów do realizacji ustawowych zadań?
Wsparcie nie jest adekwatne. Największym problemem jest oświata, do której dokładamy miliony złotych, choć nie finansujemy nic ponad standard. Na ponadprogramowe inicjatywy udaje nam się pozyskiwać dodatkowe środki zewnętrzne, ale podstawowe obciążenia są ogromne i nie są pokryte subwencją.
Zostały panu jeszcze cztery lata kadencji. Jak sobie pan wyobraża miasto za ten czas?
Mam charakter fightera. Widzę miasto w budowie. Dosłownie. Obecnie nadrabiamy braki w projektach technicznych, aby w kolejnych latach pozyskiwać fundusze i zaczynać inwestycje. Już rozpoczęliśmy przygotowania do odbudowy amfiteatru, rozbudowy żłobka, utworzenia kąpieliska na zbiorniku wodnym Lubańka czy zagospodarowania terenów zielonych na cele rekreacyjne. Za cztery lata chciałbym, aby miasto było placem budowy – z rozpoczętymi inwestycjami. Te działania dokończę osobiście lub zrobi to mój następca.
Sztandarowa impreza Krasnegostawu, czyli Chmielaki, jest już za nami. Czy możemy powiedzieć, że zakończyły się sukcesem?
Tak, bez wątpienia to był sukces. Za nami kolejny udany festiwal, a przed nami nowe wyzwania.









