Rozmowy Wspólnoty

Budujemy ofertę miasta atrakcyjnego dla młodych osób

Mieszkańcom do 35. roku życia dedykujemy program „Mieszkanie na start”. Systematycznie zwiększamy liczbę miejsc w żłobkach. Mamy bardzo dobrą dostępność miejsc w przedszkolach. Chcemy, żeby młodzi, nawet jeśli wyjadą na studia do Warszawy, wrócili do nas – mówi Andrzej Nowakowski, prezydent Płocka.

Płock wyludnia się. W 1998 roku liczył 131 tysięcy mieszkańców, obecnie 120 tysięcy. W jakim stopniu niezwykle ciekawy program „Mieszkania na start” realizowany przez samorząd ma na celu powstrzymanie tego procesu? Czy i jakie inne cele chcecie za jego pomocą zrealizować?

Podobnie jak inne miasta w Polsce dotyka nas problem suburbanizacji. Wiele osób przenosi się do gmin położonych wokół miasta szukając spokoju i kontaktu z naturą, ale nadal są związane z Płockiem, bo tu pracują, tu realizują swoje potrzeby życiowe i miasto nadal stanowi centrum ich aktywności. Innym zjawiskiem są wyjazdy młodzieży na studia do innych miast, m.in. Warszawy, Krakowa, Torunia czy Gdańska. Niektórzy studenci po uzyskaniu dyplomu znajdują tam pracę i już zostają. Staramy się zachęcać młodych ludzi do pozostania w Płocku, dlatego szczególną uwagę zwracamy na zaspokajanie ich potrzeb. Właśnie osobom do 35. roku życia dedykowany jest program „Mieszkanie na start”. Oferujemy możliwość wynajęcia mieszkania z czynszem niższym niż na wolnym rynku na pięć lat z możliwością przedłużenia najmu o kolejne pięć. Te pierwsze lata samodzielności to czas, kiedy młodzi stają na własnych nogach i urządzają sobie życie. Ale to nie wszystko, co im oferujemy. Systematycznie zwiększamy liczbę miejsc w żłobkach, tylko w tym roku we wrześniu przybędzie kilkadziesiąt nowych miejsc na kolejnym osiedlu. Mamy bardzo dobrą sytuację w zakresie dostępności miejsc w przedszkolach. W naszym mieście każde dziecko może uczęszczać do przedszkola publicznego, o ile zechcą tego jego rodzice czy opiekunowie.

W ramach programu „Mieszkania na start” udostępniliście sporą liczbę lokali: do 2020 roku pond 130, w ubiegłym roku 40, a w tym nawet 120 mieszkań. W jaki sposób pozyskujecie te lokale i według jakich kryteriów udostępniacie zainteresowanym?

W ramach programu udaje się nam łączyć dwa bardzo ważne cele: wspieramy młodych ludzi startujących w dorosłe życie oraz rewitalizujemy płocką starówkę. Duża część lokali zlokalizowana jest właśnie na starym mieście. Remontujemy kamienice będące własnością miasta lub miejskich spółek i udostępniamy mieszkania. W ten sposób w śródmiejskiej przestrzeni dzieje się rewitalizacja w pełnym tego słowa znaczeniu – odnawiane są stare budynki i wraz z młodymi lokatorami na nowo rozkwita w nich miejskie życie. Ale w ramach programu powstały też budynki na nowym osiedlu.
Udział w programie gwarantuje spełnienie trzech warunków: wiek od 18. do 35. roku życia, odpowiedni dochód uzależniony od liczby członków gospodarstwa domowego oraz brak własnej nieruchomości lub mieszkania o określonej wartości. Lokal mogą też wynająć osoby, które nie osiągają wymaganego minimum dochodowego pod warunkiem, że znajdą osobę posiadającą dochód, która za nich poręczy. Z kolei o kolejności na liście decyduje liczba punktów przyznanych w ramach określonych kryteriów. Należą do nich np. ukończenie lub kształcenie się na studiach wyższych, zatrudnienie lub prowadzenie działalności gospodarczej na terenie Płocka, posiadanie dzieci, posiadanie Karty Dużej Rodziny lub Płockiej Karty Familijnej 3 plus, samotne wychowywanie co najmniej jednego dziecka czy opuszczenie pieczy zastępczej. Dobór osób do mieszkań odbywa się całkowicie transparentnie, z wykorzystaniem programu komputerowego – po wprowadzeniu danych lokalu (zgodnie z numeracją w budynku) system wskazuje osobę, która powinna otrzymać ofertę. Udział czynnika ludzkiego w całym procesie został ograniczony do minimum, czyli do oceny prawidłowości składanych dokumentów.

Oprócz lokali rezerwowanych na „Mieszkanie na start” jest też pewnie w ratuszu lista rodzin oczekujących na mieszkanie komunalne. Czy nie ma tu jakiegoś konfliktu, bo zasoby mieszkań z pewnością są ograniczone?

Oczywiście, mamy listę oczekujących na lokale komunalne, mamy także listę chętnych na lokale socjalne. Potrzeby oczekujących zaspokajamy między innymi remontując i przydzielając mieszkania zwalniane przez dotychczasowych lokatorów, ale także poprzez budowę nowych. Od kilku lat przebudowujemy osiedle Miodowa, które postało dla budowniczych płockiej Petrochemii. Budynki na tym osiedlu zawierają sporo azbestu, dlatego systematycznie je rozbieramy, w ich miejsce stawiamy nowe i oferujemy w nich mieszkania komunalne. Do dzisiaj z 13 budynków na tym osiedlu, w których będzie łącznie 177 mieszkań, gotowych jest już osiem, dziewiąty zostanie oddany we wrześniu tego roku, a mamy już wybranego wykonawcę kolejnego bloku.

Czy domyśla się pan, dlaczego przez ostatnie trzy dekady tak wiele polskich miast traktowało politykę mieszkaniową per noga?

Trudno powiedzieć, że per noga. Trzydzieści lat temu rzeczywistość społeczna uległa zmianie, już nie dostawało się mieszkania od władz, a kupowało na wolnym rynku. Natomiast miasta odpowiadały za zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych tych osób, które nie były w stanie same zadbać o lokal do życia. Sądzę, że nasze miasta te potrzeby zaspokajały, oczywiście, w różnym stopniu, w miarę posiadanych możliwości. My w Płocku, zgodnie z uchwałą rady miasta, co roku uaktualniamy listę, szczegółowo badając rzeczywiste potrzeby i możliwości osób oczekujących na mieszkanie komunalne czy socjalne. Przydzielamy je osobom rzeczywiście znajdującym się w trudnej sytuacji, a nie z uwagi na staż na liście oczekujących. Pozostali radzą sobie sami, bo rynek mieszkaniowy w naszym mieście funkcjonuje bardzo dobrze. Mamy kilku deweloperów realizujących wiele inwestycji mieszkaniowych jednorodzinnych i wielorodzinnych na różnych osiedlach i w różnych cenach.

Zmieńmy temat. Postawiliście w Płocku na niezbyt popularne w samorządzie mieszkalnictwo, stawiacie też na równie niepopularne partnerstwo publiczno-prywatne. Z partnerem prywatnym przygotowuje pan potężną inwestycję – budowę parku wodnego – wartą ponad 200 mln zł. Nie widzi pan w tym ryzyka finansowego, a zwłaszcza prawnego, czego najczęściej obawiają się koledzy samorządowcy?

Od kilku lat z ogromnym powodzeniem realizujemy projekt partnerstwa publiczno-prywatnego, którego celem jest termomodernizacja 24 obiektów użyteczności publicznej – przedszkoli, szkół, basenu, a także ratusza. Udało nam się doprowadzić do tego, że to przedsięwzięcie spłaca się wyłącznie z oszczędności uzyskanych dzięki oszczędzaniu energii. Miasto nie musiało w ten projekt inwestować nawet jednej złotówki, bo wszystkie koszty były po stronie partnera prywatnego. Teraz partner, którym jest Siemens, odzyskuje poniesione nakłady z opłat za energię. Dla nas opłaty nie wzrosły, a dodatkowo mamy zmodernizowane obiekty publiczne. Ten sukces zachęcił nas do podjęcia próby wykorzystania PPP w nieco innym obszarze. Postanowiliśmy zbudować park wodny z prawdziwego zdarzenia, który zastąpi jeden z wysłużonych miejskich basenów. W tej chwili mamy podpisaną umowę z partnerem, który zobowiązał się, że w ciągu 33 miesięcy zaprojektuje i wybuduje nowoczesny obiekt. W każdym przedsięwzięciu jakieś ryzyko istnieje, ale jeśli chodzi o ryzyko finansowe to skarbnik precyzyjnie wyliczył możliwe koszty, jakie poniesie miasto. Z pewnością taki rachunek został też przeprowadzony po stronie partnera. Projekt parku wodnego jest inny od dotychczas realizowanego. Tu partner prywatny organizuje finansowanie, ponosi wszelkie koszty budowy i zarządzania, a my będziemy je spłacać przez kilkanaście lat, po czym obiekt przejdzie na naszą własność. Moje przekonanie o tym, że projekt jest dobrze policzony wzmacnia wysoki rating, jaki właśnie dostaliśmy od firmy Fitch Ratings. Mimo trudnego czasu pandemii ocena finansów Płocka została podniesiona do poziomu największych miast w Polsce. Zaś aby minimalizować ryzyko prawne, zatrudniliśmy tę samą kancelarię, która przygotowywała projekt z Siemensem i zrobiła to dobrze. Myślę też, że warto podjąć ryzyko dla dobra mieszkańców naszego miasta.

Płock jest bogatym miastem, wasze dochody wynoszące 1 mld 115 mln zł są znacznie większe od osiąganych przez miasta o porównywalnej wielkości (od Gorzowa Wielkopolskiego o 170 mln zł, Dąbrowy Górniczej – o 200 mln zł, Wałbrzycha – o 250 mln zł, Elbląga – aż o 300 mln zł). Nie mogliście zrealizować tej inwestycji samodzielnie?

Obok parku wodnego realizujemy też inne duże przedsięwzięcia. Samodzielnie budujemy nowy stadion, nowe ulice, przedszkole, planujemy budowę sali koncertowej. Jest bardzo dużo inwestycji, na które czekają mieszkańcy. Chcąc pogodzić te oczekiwania z możliwościami budżetu musimy szukać takich rozwiązań jak partnerstwo publiczno-prywatne.

Jakie kryteria decydują o kwalifikacji konkretnych projektów do formuły PPP?

Za każdym razem analizujemy, czy dane zadanie możliwe jest do sfinansowania przy wykorzystaniu środków zewnętrznych. Na przykład w tej chwili przygotowujemy się do budowy sali koncertowej dla naszej orkiestry symfonicznej oraz dla płockiego chóru. Na tę inwestycję chcemy pozyskać środki z funduszy europejskich albo norweskich. W przypadku, gdybyśmy nie otrzymali dofinansowania, będziemy realizować tę inwestycję wyłącznie ze środków własnych. W wyborze ścieżki PPP nie chodzi tylko o montaż finansowy. Bardzo ważne jest rozstrzygnięcie, jak dany obiekt będzie funkcjonował i jak będzie zarządzany. To ważne kryterium wyboru tej ścieżki realizacji inwestycji, bo ponoszenie kosztów nie kończy się wraz z oddaniem obiektu do użytkowania.

Trzeba mieć odwagę, żeby w dzisiejszej sytuacji samorządu realizować inwestycje w formule PPP. Życzę powodzenia i uniknięcia wszelkiego ryzyka, zwłaszcza prawnego.

Bardzo dziękuję i chcę tu wyrazić szacunek dla zespołu kompetentnych ludzi, którzy ze mną współpracują przy realizacji tych przedsięwzięć. Wymaga to od nich determinacji, poświęcenia i podejmowania ryzyka, ale warto to robić dla naszych mieszkańców.