W samorządach

Bloger z Mosiny kontra burmistrz – felieton

Zdzisław Majewski

17.07.2020

Po 12 latach zakończył się proces wytoczony przez ówczesnego burmistrza Mosiny blogerowi Łukaszowi K. o zniesławienie, czyli przestępstwo z art. 212 kk.

W 2008 roku pani burmistrz wniosła prywatny akt oskarżenia, skarżąc się na wulgarne i obelżywe komentarze ukazujące się na blogu. Zarzucała blogerowi, że poprzez te publikacje, m.in. nazwanie jej „kłamliwą bestią”, rozpowszechnił informacje poniżające ją oraz narażające na utratę zaufania do wykonywania funkcji publicznej.

To bardzo ciekawy casus, zważywszy nie tylko na fakt, że sprawa dwukrotnie trafiła na wokandę Sądu Najwyższego, a ostatecznie znalazła się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Chodziło o wytyczenie granic swobody wypowiedzi, czyli wolności słowa osób prowadzących blogi. Dziś w mediach społecznościowych i na blogach mamy do czynienia z bardzo ostrą krytyką samorządowców oraz, niestety, także ze zwyczajnym hejtem.

W sporze burmistrz – bloger najpierw sąd pierwszej instancji uznał blogera winnym i skazał na 10 miesięcy ograniczenia wolności, nawiązkę w kwocie 500 zł na rzecz PCK, nakazał także przeprosić poszkodowaną i zakazał blogerowi na rok wykonywania zawodu dziennikarza. Trzeba przyznać, że to surowy wyrok, jednak Sąd Okręgowy oczyścił blogera z większości zarzutów. Natomiast co do kwestii, że burmistrz zmusza podległych urzędników do bezprawia, bo zakazał udzielania informacji blogerowi jako dziennikarzowi – postępowanie zostało umorzone ze względu na znikomą społeczną szkodliwość.

Spór zawędrował do Sądu Najwyższego, który wyrok Sądu Okręgowego uchylił, zalecając, aby ten wnikliwie ocenił społeczną szkodliwość czynu, zwłaszcza fakt, czy w internecie można pozwolić sobie na ostrzejsze słowa krytyki, nawet ocierające się o język ulicy, wobec osoby publicznej. Chodziło o rozstrzygnięcie, czy publikacje blogera były zniesławiające, a warunkiem uznania, że do zniesławienia doszło, byłoby rozważenie przez sąd kwestii społecznej szkodliwości czynu. O tym w wyroku Sądu Okręgowego nie było ani słowa…

Bloger był skazywany i uniewinniany, jego proces dwukrotnie trafiał na wokandę Sądu Najwyższego. Ostatecznie Sąd Okręgowy – podkreślmy: po 12 latach – zdołał zamknąć sprawę. Tym razem na rok warunkowo zawiesił postępowanie wobec Łukasza K. oraz zasądził od niego 500 zł na rzecz jednej z fundacji. Taki wyrok nie zadowolił skazanego, który wniósł skargę do Trybunału Strasburskiego. Tam z kolei do sporu włączył się polski rząd, proponując ugodę z blogerem, jednak ten nie wyraził zgody. Nie zgadzał się, bo chciał, żeby Trybunał wydał orzeczenie w bardzo przecież istotnej sprawie granic wolności słowa w internecie, który dziś jest przecież najpowszechniejszym – chociaż chyba nie najbardziej odpowiedzialnym i wiarygodnym – miejscem upowszechniania informacji. Mimo zastrzeżeń blogera rząd uparł się i złożył (co jest nieco zaskakujące) jednostronne oświadczenie, że Polska naruszyła art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantujący wolność słowa. Rząd zadeklarował zapłatę zadośćuczynienia w kwocie 3000 euro, a Trybunał przyklepał tę deklarację i zamknął postępowanie. Takie załatwienie sprawy nikogo nie zadowalało. Burmistrza, bo wyniósł przekonanie, że blogerowi wolno w ramach krytyki posługiwać się obraźliwymi wyrażeniami, a blogera dlatego, bo chciał poznać, jak do granic wolności słowa na blogu odniesie się Trybunał.

Problem sporu blogera z burmistrzem ma swoje drugie dno – chodzi o art. 212 kodeksu karnego. Od lat dziennikarze i obrońcy praw człowieka postulują wykreślenie tego przepisu z naszego kodeksu. Podobne sprawy, jak przedstawiony tutaj spór o granice wolności słowa, powinny być, także zdaniem wielu autorytetów prawa, rozstrzygane na drodze postępowania cywilnego, a nie karnego. Mamy więc do czynienia z niezwykłą sytuacją. Uczestnicy sprawy karnej pozostali przy swoim i są nieusatysfakcjonowani z takiego obrotu sprawy. Natomiast jednostronne deklaracje rządu dowodzą, że jednak wyroki naszych sądów z art. 212 kk naruszają Konwencję Praw Człowieka, więc coś jednak jest na rzeczy. Tymczasem art. 212 kk trzyma się mocno i nie ma widoków na jego zniesienie lub zmianę.

Proces burmistrz kontra bloger pokazuje, niestety, słabe strony naszego sądownictwa, jakimi są przewlekłe postępowania. Uzyskanie wyroku (po 12 latach!) – przecież nie w zagmatwanej dowodowo sprawie – to jednak duża przesada. Wielokrotnie w rozmowach z samorządowcami słyszałem, że nawet bardzo obrażani i znieważani w internecie – machają na to ręką, mówią, że szkoda zdrowia i czasu na sprawy przed naszymi sądami. Wiedzą, że po kilku czy kilkunastu latach procesu nikt już nie będzie pamiętał, o co toczyła się batalia. Jednak obrona dobrego imienia i godności osoby publicznej to zbyt ważna kwestia, żeby na ostateczne rozstrzygnięcie przed sądami i Trybunałem czekać 12 lat.