Wytaczane wobec nich bezzasadne roszczenia lub będące nadużyciami postępowania sądowe są potocznie nazywane SLAPP-ami. Celem takich pozwów jest zastraszenie i uciszenie krytyków, a doświadczają tego aktywiści społeczni, dziennikarze, związkowcy, przedstawiciele opozycji politycznej. SLAPP-y mają sprawić, że osoby krytykujące władze czy korporacje porzucą chęć dochodzenia swoich racji ulegając presji czy zastraszeniu wysokimi kosztami. To swego rodzaju groźba prawna mająca spowodować efekt mrożący dla wolności wypowiedzi. Trzeba wiedzieć, że są to postępowania sądowe, gdzie nie mamy do czynienia z prawdziwymi roszczeniami, ale praktykami mającymi uczynić procesy bardzo kosztownymi, że pozwani nie mają możliwości podołać takim wydatkom. Wytaczającym powództwo chodzi nie tyle o wygranie procesu, ale o zmuszenie pozwanego do ponoszenia kosztów i marnowania czasu tak, aby zrezygnował z dochodzenia słusznych racji, czasem w zamian za zaproponowaną ugodę.
Polska wersja ustawy antySLAPP nie tylko implementuje obowiązujące w tym zakresie przepisy dyrektywy unijnej, ale stwarza szerszą ochronę dotyczącą wolności wypowiedzi i przeciwdziałania nadużyciom prawnym. Szczególnie ma chronić osoby zaangażowane w działalność społeczną. Sądy uzyskałyby uprawnienia do oddalenia lub odrzucenia pozwu już na wstępnym etapie rozpoznania, jeśli okaże się oczywiście bezzasadny lub stanowi nadużycie prawa procesowego. Będzie krótki, bo 3-miesięczny termin dla sądu na podjęcie stosownej decyzji. A niewspółmierne żądania finansowe, czy składanie wielu podobnych pozwów, albo utrudnianie obrony pozwanym, będzie uznawane przez sądy za próby zastraszania.
Pozycję aktywistów ma wzmocnić i ochronić ekonomicznie możliwość złożenia wniosku, aby inicjator procesu wpłacił kaucję na pokrycie kosztów postępowania. W ten sposób ryzyko finansowe w razie nieuzasadnionego pozwu poniesie pozywający. W projekcie są zawarte sankcje odstraszające za nadużywanie takich pozwów. To wysokie grzywny, nawet stanowiące 20-krotność minimalnego wynagrodzenia, a w szczególnie rażących przypadkach 100-krotność takiej kwoty, co oznacza dziś ponad 480 tys. zł.
Wsparcie dla pozwanych mają zapewnić organizacje pozarządowe, które wezmą udział w procesach. Będą przedstawiać sądowi ważne dla toczącej się sprawy informacje lub poglądy wspierające racje sygnalisty. Dodatkowo sąd będzie mógł zobowiązać wszczynającego proces do opublikowania informacji, że przegrał sprawę i poniósł jej koszty.
Projekt ustawy antySLAPP spotkał się jednak z krytyką ze strony dziennikarzy, organizacji społecznych i aktywistów. Uważają, że profesjonalnie przygotowany pozew SLAPP trudno będzie sądom odrzucić jako „powództwo oczywiście bezzasadne”. Sądy bowiem podchodzą do tego formalistycznie i restrykcyjnie. Przerzucenie ciężaru dowodowego na ofiarę SLAPP, która musi udowodnić, że jej postępowanie było zgodne z prawem, to zaprzeczenie zapisom przyjętym w dyrektywie unijnej. Niestety, pozwany aktywista, jeśli wygra proces, to tylko wszczynając dodatkowo odrębne postępowanie przed sądem będzie mógł dochodzić odszkodowania czy zadośćuczynienia za krzywdę doznaną od administracji czy korporacji. To może latami przedłużać proces i niestety generować dodatkowe koszty, co zniechęci do kontynuowania sporów sądowych.
Mamy w naszym prawie narzędzia presji na uczestników debaty publicznej o charakterze karnym, w szczególności sprawy o zniesławienie. Stąd postulaty, aby nasze prawo uzupełnić o przepisy karne chroniące przed SLAPP-em. Niewątpliwie ochrona debaty publicznej w naszym kraju wymaga nie tylko gwarancji procesowych i przepisów eliminujących tłumienie krytyki, ale także edukacji i wsparcia osób oraz organizacji dotkniętych naciskami i próbami zastraszania.
*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”







