W samorządach

Andrzej Porawski rezygnuje z funkcji dyrektora Biura Związku Miast Polskich

Funkcję tę pełnił od 1991 roku. O swojej decyzji oficjalnie poinformował podczas Zgromadzenia Ogólnego ZMP w Gdyni.

„Nikt w samorządzie nie może powiedzieć, że nie zna lub nie spotkał Porawskiego. Bo Andrzej Porawski wszędzie w Polsce był i nadal intensywnie bywa. Organizuje posiedzenia różnych gremiów Związku Miast Polskich – w wielkich metropoliach i miasteczkach powiatowych. Bywa na wszystkich większych konferencjach. Jest pożądanym mówcą, panelistą, rozmówcą. Niezwykle kompetentny, zawsze na bieżąco poinformowany, niezmordowany” – pisał w 2015 roku red. naczelny „Wspólnoty” Janusz Król przy okazji uhonorowania Andrzeja Porawskiego tytułem Samorządowca 25-lecia. Te słowa do dziś ani trochę nie straciły na aktualności.

Porawski był dyrektorem biura Związku Miast Polskich od początku istnienia korporacji i w tej roli współpracował z tysiącami samorządowców. Jako sekretarz strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego był pożądanym interlokutorem ministrów i urzędników instytucji centralnych. Częsty gość parlamentu, bo wielu posłów i senatorów chce wysłuchać jego opinii na temat spraw, którymi zajmują się samorządy. Współpracował jako rzetelny reprezentant spraw Polski lokalnej ze wszystkimi premierami podejmującymi się najmniejszych nawet reform ważnych dla gmin, powiatów i województw – od Tadeusza Mazowieckiego do Donalda Tuska.

Wśród potencjalnych następców Porawskiego na stanowisku dyrektora Biura ZMP wymienia się Ryszarda Grobelnego, byłego prezydenta Poznania.

 

Tego człowieka zmanipulować się nie da

Korzystając z okazji, przypominamy artykuł, przygotowany w 2015 roku przez Janusza Króla, pod tytułem – jak wyżej.

Z bogatego dorobku Andrzeja Porawskiego, który starczyłby na niejedną książkę, wybrałem kilka zdarzeń ilustrujących od kiedy i w jaki sposób działa nasz bohater. Po której stronie stoi oraz jakimi cechami się odznacza. To wystarczy, by uświadomić sobie, że mamy do czynienia z człowiekiem legendą.

Mało kto wie, że pierwsze doświadczenia samorządowe Andrzej Porawski zaczął zbierać w głębokich latach 80., jeszcze za junty generała Jaruzelskiego. I bynajmniej nie był wówczas ani radnym, ani naczelnikiem w terenowym organie administracji państwowej stopnia podstawowego, ówczesnym odpowiedniku terytorialnym dzisiejszych gmin. Dzisiaj wielu dopisuje sobie działalność w tych organach do stażu samorządowego. Ale nie Porawski. On w struktury komuny nie wchodził.

Zdarzyło się jednak, że w 1983 roku junta uchwaliła ustawę o systemie rad narodowych i samorządzie terytorialnym, na mocy której powołano tzw. samorząd mieszkańców. Samorząd ten m.in. miał prawo opiniować plany zagospodarowania przestrzennego. Korzystając z tej instytucji, na osiedlu Zwycięstwa w Poznaniu skrzyknęła się grupa mieszkańców, aby pozytywnie zaopiniować wniosek o budowę kościoła. Sprawa była poważna, bo komuniści nie pozwalali budować świątyń, a ta konkretna inwestycja była już negatywnie zaopiniowana przez radę narodową.

Tę niekorzystną opinię w pewnym stopniu mógł zrównoważyć samorząd mieszkańców, dlatego ze 40 osób udało się gremialnie na zebranie wyborcze, gdzie przegłosowali o połowę mniej licznych „demokratów” koncesjonowanych i przy okazji wybrali Andrzeja Porawskiego na przewodniczącego komitetu osiedlowego. Kościół oczywiście stanął.

W tym czasie Porawski był dopiero co amnestionowanym wrogiem ustroju. Aresztowano go 27 grudnia 1982 roku wraz z grupą Janusza Pałubickiego pod zarzutem udziału w nielegalnym związku o nazwie Tymczasowy Zarząd Regionu Wielkopolska NSZZ Solidarność. Wcześniej, 13 grudnia 1981 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego, internowano go na parę miesięcy. Ale jesienią 1983 roku był już wolny, bo objęła go amnestia ogłoszona w związku ze zniesieniem stanu wojennego w lipcu tamtego roku.

W ogóle działalność publiczna obecnego dyrektora biura ZMP, jak wielu ludzi z jego pokolenia, ściśle związana jest z Solidarnością. Porawski wziął czynny udział w festiwalu panny „S”, uczestniczył w I Krajowym Zjeździe Delegatów, na którym przyjęto sławną uchwałę programową zawierającą również istotną wzmiankę o samorządzie terytorialnym. Dlatego po okrągłym stole gładko włączył się w prace komitetów obywatelskich i wziął udział w organizowaniu wyborów 4 czerwca 1989 r.  Potem już było typowo: wspieranie posłów i senatorów komitetów obywatelskich, udział w wyborach do rad gmin i praca w samorządzie Poznania.

Jeszcze nim ukształtowały się władze samorządowe Poznania, do Komitetu Obywatelskiego zgłosił się pan Krzyżaniak. Przyniósł postulat odtworzenia przedwojennej organizacji polskich miast, w której pracach uczestniczył ojciec Krzyżaniaka, ważny urzędnik poznańskiego magistratu. Idea była ciekawa, ale nie znano zasad działania takiego związku. Po szczegółową wiedzę na temat organizacji ponadgminnych trzeba było udać się do biblioteki, bo przez lata PRL-u skutecznie zatarto w pamięci ślady wszelkiej aktywności publicznej, która wykraczałaby poza kontrolę partii komunistycznej.

Porawski wykonał tę pracę i wraz z ówczesnym prezydentem Poznania Wojciechem Szczęsnym Kaczmarkiem z projektem statutu, programem działania Związku Miast Polskich, pojechali na zebranie ponad 100 prezydentów miast zorganizowane w Elblągu. Tam zaproponowali odbudowę związku.

Nie obyło się przy tym rzecz jasna bez pewnej przebiegłości i lansowania lokalnego patriotyzmu poznańskiego. Po pierwsze, w projekcie zostawili połowę miejsc w organach dla reprezentantów rad miast – nie tylko dla prezydentów, bo rady miały bardzo ważny wpływ na przystępowanie miast do organizacji. Po drugie, pozostawili wykropkowane miejsce planowanej siedziby związku.

Dwa tygodnie później w Gdańsku odbył się podobny zjazd przewodniczących rad i tam podobnie jak w Elblągu ideę restytucji Związku Miast Polskich przyjęto entuzjastycznie. Poznań jako siedzibę Związku zaproponowała delegatka z Warszawy, ówczesna wiceprezydent stolicy.

Organizowanie związku to była ostra praca, dlatego Szczęsny Kaczmarek zasugerował miastom wybór na sekretarza komitetu organizacyjnego Porawskiego i dał mu mniej zadań jako członkowi zarządu miasta Poznania.

Powołanie na dyrektora biura nastąpiło 18 stycznia 1991 r. Stało się tak na podstawie uchwały nr 1 zarządu nowego związku, która do dzisiaj pozostała niezmieniona i Porawski kieruje biurem bez przerwy. Wprawdzie raz podał się do dymisji, bo zażądał zmiany rzecznika prasowego, a Szczęsny Kaczmarek, prezes ZMP, nie chciał się na to zgodzić, jednak dymisji nie przyjęto.

W trakcie pierwszej kadencji samorządu w latach 1990–1994 Porawski pełnił funkcję dyrektora biura ZMP nieetatowo, bo jak sam mówi, pobierał przyzwoite wynagrodzenie za pracę w zarządzie miasta, chociaż jego głównym obowiązkiem był jednak związek. Wywołało to nawet niewielki wstrząs na jednej z sesji rady miasta Poznania, kiedy na pytanie radnych o dochody z dwóch źródeł potwierdził, że ze Związku Miast nie pobiera żadnych pieniędzy. Oczywiście, pytanie pojawiło się w chwili, gdy w Poznaniu zaczęto dobierać się do Kaczmarka w stylu typowych samorządowych wojenek – zasugerowano ile to prezydent Kaczmarek i dyrektor Porawski z takiego układu wyciągają. Po tym pytaniu Kaczmarek już wstawał i chwytał za laskę, ale Porawski zatrzymał go: „Siedź Wojtek, ja powiem”, i spokojnie wyjaśnił, że żadnych wynagrodzeń ani diet nie pobierają. Do dzisiaj w ZMP nie ma żadnych diet – członkowie zarządu przyjeżdżają na posiedzenia delegowani przez miasta i mają opłacony pobyt w miejscu odbywania posiedzenia.

Jednak w przypadku kierownika zespołu administracyjnego takiego układu nie dało się ciągnąć długo i już w trakcie drugiej kadencji, pozostając wiceprzewodniczącym rady, Andrzej Porawski zrezygnował z pracy w zarządzie miasta na rzecz etatu w biurze.

Dlaczego się nie dało? W Związku miał coraz więcej obowiązków. Jako doświadczony społecznik i samorządowiec w 1993 na prośbę Michała Kuleszy włączył się w prace na rzecz reformy powiatowej. Intensyfikowały się wyjazdy do parlamentu, ministerstw, do różnych miast. Nie dało się tego pogodzić z pracą w zarządzie miasta. A przecież etap wczesnej przymiarki powiatowej, który się zresztą nie udał, to była niewielka rzecz w porównaniu do reformy z 1998 roku.

Na początku Porawski pomagał organizować samorządowców do udziału w różnych spotkaniach, ale w 1998 to już była praca zarówno nad dokumentami, jak i z parlamentarzystami, których trzeba było pilnować, by nie narobili głupstw. Co ciekawe, zaczynał jako doradca ministra Widzyka, by pisać opinie na posiedzenia Rady Ministrów, ale kiedy pojawił się Michał Kulesza z pełnomocnictwem do przeprowadzenia reformy ustrojowej państwa, Widzyk „wypożyczył” go celów samorządowych.

Praca z Kuleszą to było wyzwanie dla wszystkich, także dla Porawskiego, bo tempo prac i ich zakres były ogromne. Dość powiedzieć, że ministerstwa w ramach konsultacji międzyresortowych dostawały od Kuleszy 24 godziny na zaopiniowanie rozległych projektów aktów prawnych. To była jazda po bandzie, ale ministerstwa przysyłały wówczas do Sejmu podsekretarzy stanu, by sabotować reformę. Wtedy przydała się osobista znajomość Porawskiego z Jerzym Buzkiem, datująca się jeszcze od Zjazdu Solidarności w 1981 r., by interweniować w celu ukrócenia praktyk ministerstw.

Związek Miast Polskich nie jest jedyną w Polsce organizacją samorządową. Z Unią Metropolii Polskich podzielił się problematyką miejską, natomiast gminy wiejskie nie miały swojej organizacji. I właśnie podczas Ogólnopolskich Konferencji Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów, organizowanych przez ZMP, zrodziła się idea powołania ZGW RP – zasugerował to Kaczmarek, który przekonywał wójtów, że na komisjach sejmowych przedstawiciele związku są pytani o stanowisko gmin wiejskich, ale nie potrafią go podać.

Wtedy też – początkowo w oparciu o rozporządzenia kolejnych premierów – zaczęła działać Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Sekretarzem Komisji Wspólnej Porawski został w 1999 roku. Ta funkcja bardzo mu się przydała w kilku ważnych dla samorządu momentach. Ostatni miał miejsce w tym roku, kiedy poprzedni Sejm, przyjmujący różne projekty jak leci, postanowił uchwalić ustawę metropolitalną. Projekt przedłożony przez śląskich posłów był fatalny, szczególnie że tworzył pochodzące z wyborów powszechnych władze metropolii. Unia Metropolii zlekceważyła problem, bo szef jej biura Andrzej Lubiatowski z niesmakiem uznał, że takiego projektu przecież nie uchwalą. Zagrożenie dostrzegł jak zwykle pragmatyczny Porawski. Właściwie w pojedynkę przekonał posłów, by wycofać najbardziej dewastujące przepisy i uchwalona ustawa metropoliom daje ustrój oparty na rozsądnej zasadzie przedstawicielstwa gmin. Gdyby stał z bronią u nogi jak Unia Metropolii…

Porawski nie pozwala sobą manipulować i stara się zachowywać bezstronność w sporach wewnątrz środowisk, w których działa. W 1990 r. został przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego Województwa Poznańskiego i często wyjeżdżał na obrady KO przy Lechu Wałęsie,  które – właśnie z uwagi na swoją bezstronność – prowadził. Działo się to także w okresie tzw. wojny na górze między stronnictwem Mazowieckiego i Wałęsy. Po jednym z takich wyjazdów został wezwany przez przewodniczącego regionu NSZZ Solidarność, który dał mu wytyk służbowy za prowadzenie konferencji Mazowieckiemu. Na to Porawski odparł, że ci, którzy donieśli o tym Pałubickiemu, zapomnieli dodać, że następnego dnia prowadził konferencję Wałęsie. To zachowanie dobrze ilustruje spokojny obiektywizm i dystans do bieżących konfliktów.

Dzisiaj, kiedy po przejęciu władzy przez PiS rozlała się po mediach histeria i na tej fali Aleksander Hall i Henryk Samsonowicz demonstracyjnie wystąpili z Kapituły Orderu Orła Białego, Porawski pozostał w Kapitule Orderu Odrodzenia Polski jako jeden z dwóch ostatnich członków, wierząc zapewne, że ta histeria jest zbyt doraźna i za mało istotna wobec powagi polskich symboli narodowych.

Taki też bywa w relacjach z organizacjami samorządowymi. Jest jasne, że nie zawsze interesy miast pokrywają się z celami gmin wiejskich, a i wśród miast te same sprawy inaczej postrzegane są w metropoliach, inaczej w miastach średniej wielkości oraz w małych miasteczkach. Jednak spory te stara się rozwiązywać w atmosferze zaufania i wyważania racji. Za to jest bardzo ceniony w środowisku działaczy samorządowych. I to właściwie wystarcza, by w kraju potępieńczych swarów zostać Samorządowcem 25-lecia.

TAGI: dyrektor, organizacje samorządowe,

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane