W Cieszynie (woj. śląskie) referendum dotyczyło zarówno burmistrz Gabrieli Staszkiewicz, jak i rady miejskiej. Inicjatorzy głosowania wskazywali m.in. na kontrowersje wokół polityki inwestycyjnej, sposób komunikacji z mieszkańcami, styl zarządzania ratuszem oraz kwestie finansowe miasta. Aby wynik był wiążący, udział w głosowaniu nad odwołaniem burmistrz musiało wziąć 5321 osób, jednak do urn poszło 4613 mieszkańców, z czego 4589 oddało ważne głosy (frekwencja 18,65 proc.). Za odwołaniem Gabrieli Staszkiewicz opowiedziało się 4362 głosujących. Podobnie wyglądała sytuacja w głosowaniu nad odwołaniem rady – wymagany próg wynosił 7178 uczestników, natomiast zagłosowało 4608 osób (4577 głosów ważnych). Oznacza to frekwencję na poziomie 18,63 proc., co również czyni referendum nieważnym.
Burmistrz Staszkiewicz po ogłoszeniu wyników podziękowała mieszkańcom za zaufanie, podkreślając, że ich postawa „pozwoliła zachować ciągłość pracy samorządu” i jest dla niej zobowiązaniem do dalszego dialogu i otwartości. Zdecydowanie inaczej referendum ocenił poseł Konfederacji Bronisław Foltyn, którego współpracownik był pełnomocnikiem inicjatywy. Jak wskazał, do osiągnięcia wymaganej frekwencji zabrakło „zaledwie 2 proc.”, a obecne władze Cieszyna – jego zdaniem – przetrwały dzięki kampanii zniechęcania do udziału w głosowaniu.
Nieważne okazało się również referendum w gminie Jeleśnia (woj. śląskie) w sprawie odwołania wójt Anny Wasilewskiej. Aby było wiążące, konieczny był udział 3556 wyborców, tymczasem głos oddało 1470 z ponad 10 tys. uprawnionych. Głosowanie zainicjowane przez grupę mieszkańców dotyczyło głównie zarzutów o nieprawidłowe zarządzanie finansami oraz konflikty w lokalnym środowisku. Anna Wasilewska pełni funkcję wójta drugą kadencję – w 2018 roku zwyciężyła z rekomendacją PiS, a w ubiegłorocznych wyborach uzyskała reelekcję jako kandydatka własnego komitetu. Po ogłoszeniu wyników wójt podziękowała mieszkańcom, podkreślając w emocjonalnym wpisie, że ich postawa, zaufanie i decyzja wielu osób o nieuczestniczeniu w referendum są dla niej sygnałem wsparcia oraz zobowiązaniem do jeszcze większej otwartości, dialogu i pracy na rzecz gminy.
Trzecim referendum przeprowadzonym 7 grudnia było głosowanie w gminie Barciany (woj. warmińsko-mazurskie), gdzie mieszkańcy decydowali o przyszłości wójt Marty Kamińskiej. Tu również frekwencja okazała się zbyt niska, by referendum uznać za ważne. Do urn poszło 880 osób, co stanowi 19,35 proc. uprawnionych, podczas gdy wymagany próg wynosił 1497 uczestników. Oddano 873 głosy ważne, z czego aż 840 było za odwołaniem wójt, a 33 przeciw. Inicjatywa referendalna w Barcianach była konsekwencją sporu o przyszłość lokalnej oświaty. Grupa mieszkańców zarzucała wójt m.in. zadłużanie gminy, podwyżki opłat i brak dialogu, ale kluczowym powodem było dążenie do zamknięcia trzech z czterech szkół podstawowych. Kamińska przekonywała, że decyzja ta wynikała z przyczyn demograficznych i ekonomicznych, a finalnie do likwidacji szkół nie doszło – kuratorium nie wyraziło zgody. Po ogłoszeniu wyników wójt stwierdziła, że „prawda się zawsze broniła, broni i będzie bronić”, a o pozostaniu jej na stanowisku zdecydowali także ci mieszkańcy, którzy „nie poszli na referendum”.







